CZY MAMY ROZPACZAĆ? - pogadanka o. Justyna z 17.04.38 roku

Witam Was zacni Rodacy i miłe Rodaczki słowami: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Dnia 23-go marca, bieżącego roku Kardynał Hayes z Nowego Jorku, udzielił wywiadu reporterom gazet nowojorskich. Mówił o materialnem i duchowem zamieszaniu, panującym dziś na całym świecie. Nie miał żadnej recepty na te bóle i cierpienia! Mówił tak: "Zdaje mi się, że jesteśmy w erze olbrzymiego bankructwa. Rozważmy na przykład nasz system edukacyjny! Kiedy myślimy o bilionach dolarów, wyłożonych na kształcenie, musimy również myśleć o fakcie że obecny system nic nie pomaga w rozwiązaniu naszych problemów "Jestem zmieszany i rozczarowany!" "I am confused. I am a bewildered man!" Tak wyraził się kardynał!

Tu znów czytam z listu pisanego przez jakiegoś młodzieńca: "Jestem jednym z obecnej generacji. Może jestem śmiałym i nieugiętym. Cóż jednak mam robić! Rodzice moi się rozwiedli. Mniejsza, kto był winien. Ojciec mój był pijakiem. Matka w nic nie wierzyła. Nie wierzyła w życie poza domem. Ja byłem wychowany u obcych! Dziś jestem sam, bez roboty bez przyjaciół. Mimo, że nie szukam litości, chcę jakiejś sprawiedliwości. Czy to moja wina, że przyszedłem na świat? Czy mam cierpieć za ojca i matkę? Ja wierzę, ale czuje, że nie stąpam po pewnym i stałym gruncie! Czy opłaci mi się takie życie niepewne i niespokojne? Czy nigdy nie będzie lepiej?"

Jeszcze wyjątek z listu, zroszonego łzami serdecznego bólu: "Mimo, że modlę się i proszę Boga o zmianę na lepsze, Bóg mnie nie chce wysłuchać. Pracuję w ogrodzie piwnym! Innej roboty nie mogę dostać! Chcę się prowadzić uczciwie, ale ludzie bezustannie ciągną mnie do złego. Czy żyjemy tylko po to aby jeść i pić i tańczyć? Jeśli tylko po to, to już lepiej nie żyć dłużej! Nieraz jestem tak zmartwiona tym wszystkim, na co muszę patrzeć i czego musze słuchać, że dostaję zawrotu głowy, myśli mi się mieszają i płacze jak dziecko! Ludzie dziś nie są lepsi od zwierząt. Patrzą na siebie oczami zwierząt i widzą w sobie tylko zwierzęcą stronę. Czy może naprawdę nie ma w nas nic wyższego i lepszego? Czy nie mamy w sobie nic ludzkiego? Czy nie ma duszy? Czy to życie wszystko kończy i poza nim nie ma przyszłości?" — Na to wszystko odpowiadam mową Wielkanocną p. t.:

CZY MAMY ROZPACZAĆ?

Świat, to grzesznik. Stary i zatwardziały grzesznik. Natura ludzka zaś ociężała, powolna, zaspana. Ludzie więc słabi, chwiejni i niestali! Zewsząd otoczeni żywiołami nieprzyjaznymi, dają się okłamywać, oszukiwać i nadużywać! Kiedy rozbiją się ich marzenia, kiedy załamią się ich dążenia, kiedy pęknie struna życiowa, przeciągniona palcami i rękoma użycia i nadużycia, następuje rozstrojenie, przesyt, rozczarowanie i — rozpacz! To stara historia, ponieważ to historia świata. To historia ludzkości! — Sprawdza się to i w czasach obecnych. Dziś olbrzymia większość ludzi nie wie skąd się wzięła, po co żyje i dokąd dąży! Tacy nie maja czasu nawet pomyśleć sobie o tych zasadniczych pytaniach i prawdach! Dlatego ludzie nie żyją po ludzku. Za cel mają wygody doczesne i dobra materialne. W umysłach, w sercach i w duszach — pustki. Dlatego też niepewności, powątpiewania, niepokoje, niezadowolenie, a w końcu rozpacz! Garstka zaś wierzących, ze wszech stron otoczona nieprzychylnymi i nieprzyjaznymi, najpierw patrzy zatrwożona, potem pada w oziębłość i niedbałość, potem napełnia się przestrachem, w końcu powątpiewa i też staje na pograniczu — rozpaczy! I tu raz jeszcze powtarza się historia, nic więcej. Nie wierzycie? Podajcie mi rękę. Poprowadzę was na górę Kalwarii. Stoimy na świętym miejscu! Tu, dwa tysiące lat temu, przybito do krzyża Chrystusa-Zbawiciela! Za co? Bo dobrze uczył i dobrze czynił ludziom! O tym lud doskonale wiedział. Chrystus był adwokatem sprawy biednych, cierpiących, prześladowanych i ciemiężonych. Tych bronił. Wyciągał rękę do tych którzy padli przy drodze życia. Podnosił ich i prowadził po drodze prawdy, światła i życia! Mimo to, ten sam lud, kiedy miał wybierać pomiędzy dobroczyńcą a zbrodniarzem, podjudzony przez agitatorów i za namową przodowników narodu, wołał zapalczywie: "Wypuść Barabasza! Na krzyż z Chrystusem!" Ten lud, którego Chrystus bronił, nad którym Chrystus się litował, dla którego Chrystus cuda czynił, ten sam lud, napawał i nasycał się widokiem upokorzonego Zbawiciela! Co za dramatyczna scena w ratuszu, kiedy to na zbite do krwi ramiona Chrystusowe zarzucono płaszcz szkarłatny, a uplótłszy koronę z ciernia włożyli na głowę Jego, i trzcinę w prawicę Jego, a kłaniając się przed Nim, naigrawali Go mówiąc: Bądź pozdrowion królu żydowski! A plując Nań, wzięli trzcinę i bili głowę Jego!" Wyobraźnią przejdźcie zdarzenia w czasie drogi krzyżowej. W końcu stańcie w cieniach krzyża, na którym wisi, cierpi i powolnie kona — Chrystus! Do katuszy fizycznych dorzućcie cierpienia moralne, spowodowane przekleństwami i bluźnierstwami tłumu! Gdzie byli, w międzyczasie, wybrani i ukochani uczniowie, przyjaciele i wierzący? Opuścili Chrystusa. Przerażeni albo z dala się trzymali, albo ukryli się.
Z wyjątkiem kilku osób, nie tylko powątpiewali, ale popadli w rozpacz, przestali wierzyć. Zdawało się, że stworzenia zwyciężyły Stwórcę. Dusza wierzących padła w odurzenie! — Nagle, słońce ukryło swe oblicze i zamiast promieni, rzuciło strugę ciemności na górę i miasto; świątynia rozdarła swą zasłonę, bolejąc nad Synem Człowieczym; ziemia wydała jęk żałosny i zadrżała, rozszczepiając skały i otwierając groby. Na widok tych zdarzeń, ci co dopiero bluźnili: "Jeśliś Syn Boży, zstąp z krzyża!" — teraz bili się w piersi, i lękliwie wołali: "Zaiste ten był Synem Bożym"! Mimo tej opinii publicznej, naczelnicy złośliwi i przewrotni, udali się do Piłata, argumentując: "Panie, ten zwodziciel obiecał, jeszcze żyjąc: "Po trzech dniach, zmartwychwstanę!" Rozkaż, aby strzeżono grobu aż do dnia trzeciego: aby snać nie przyszli uczniowie jego, i ukradli go i powiedzieli ludowi: Powstał z martwych! I będzie ostatni błąd gorszy niż pierwszy. Rzekł im Piłat: Macie straż! Idźcie, strzeżcie, jak umiecie! A oni szedłszy, obwarowali grób, zapieczętowawszy kamień ze strażą!" — Naprawdę, że te chytre ostrożności i zabiegi były opatrznościowe. Ostatecznie były pomocne w stwierdzeniu cudu ponad wszystkie inne cuda! Mamy bowiem naocznych świadków i ich zeznania, że Chrystus w rzeczywistości z martwych powstał! — Pierwszy to bodaj i ostatni wypadek w historii świata, aby ludzie z obawy przed ożywieniem trupa, czatowali na straży przy grobowcu! — Noc przeszła dziwnie spokojnie. Owa cisza zatrwożyła żołnierzy. Była nadludzka. Tajemnicza. Na dalekim wschodzie ukazały się pierwsze promienie wschodzącego zwiastuna dnia: brzask. Nawet sama ziemia, budząc się ze snu, zadrżała. Najpierw powoli i zaspale. Potem coraz to silniej, aż zdawało się że ręka Stwórcy podniosła ja wysoko i nagle rzuciła z powrotem na oś naturalną. Straż zdumiona i przestraszona, widziała jak kamień grobowca, pchany niewidzialną ręką, zsunął się z grobowca. I powstał Chrystus chwalebny i nieśmiertelny, powstał z martwych. Świątynia rozwalona i zmiażdżona rękoma ludzkimi, o własnych siłach powraca do chwały i zwycięstwa i tryumfu! Co dopiero przed trzema dniami Chrystus w rzeczywistości umarł, tak w tej chwili, ten Chrystus w rzeczywistości z grobu się podnosi, zwyciężając śmierć, dając świadectwo o Bogu i o nieśmiertelności duszy! Zwycięstwo śmierci jest krótkie! Śmierć to tylko brama do życia przyszłego i wiecznego!
Już poranek niedzielny! Maria Magdalena i druga Maria przyszły bardzo rychło do grobu, nie tylko aby grób oglądać, lecz także aby namaścić ciało Chrystusowe. Dlatego pytały się: kto nam odwali kamień od drzwi grobowych? Wiedziały że same nie dałyby sobie rady! Nie wiedziały. że władza zapieczętowała grobowiec i ustawiła wokoło niego straż wojskową! Cóż za zdumienie i radość ogarnęły ich dusze, kiedy z dala zobaczyły kamienny zapór odwalony, a przed grobowcem, straż leżącą pokotem, jakby bez życia! Na kamieniu siedziai anioł Pański! Trzydzieści trzy lata temu anioł pastuszkom głosił przyjście Zbawiciela na świat; dziś też Anioł opowiada niewiastom, że Chrystus chwalebnie z grobu powstał! Przy żłobie, wygląd anioła spokojny i wesoły. Przy grobie anioł był groźny, wejrzenie jego jak błyskawica, głos potężny. Posłaniec niebieski mówił do przerażonych niewiast: "Nie bójcie się wy, bo wiem, iż Jezusa, który ukrzyżowan jest szukacie! Nie masz Go tu: albowiem powstał, jak powiedział; chodźcie, a oglądajcie miejsce, gdzie był położon Pan". Co się wtenczas działo w duszach tych niewiast pobożnych!1 Nad grobem Zbawiciela, świeciła jasność nadziemska! Na marmurowej płycie, na której złożono ciało Chrystusa pozostała tylko płachta pośmiertna wraz z zawijakami na ręce i nogi! Niewiasty z pobożnością przyciskały usta do tych świętych relikwii i pamiątek! Zgubiły się w skupieniu i rozmyślaniu. Przerwał im Anioł mówiąc: "Idźcie, powiedzcie uczniom Jego, iż powstał; a oto uprzedza was do Galilei, tam Go ujrzycie: jak wam przepowiedział." Zanim Anioł skończył mówić, niewiasty rzuciły się do drzwi grobowca, aby jak najprędzej podzielić się radosną wiadomością z uczniami. Nagle stanął przed nimi Zmartwychwstały. Usłyszały też głos cudownie miły i spokojny: "Bądźcie pozdrowione!" One padły na kolana, całując stopy Nauczyciela. Tedy rzekł im Jezus: "Nie bójcie się! Idźcie, oznajmijcie braci mojej, aby poszli do Galilei, tam mnie ujrzą!" Postać Chrystusa znikła jakby we mgle. Wkrótce przyszli i inni Apostołowie: widzieli i uwierzyli!

— Taka w prostych i krótkich słowach jest cała historja Zmartwychwstania Pańskiego! Na tym cudzie zbudowana jest cała wiara nasza: wiara w Boskość Chrystusa, Jego nauki i Jego Kościoła: wiara w życie pozagrobowe i wieczne; wiara w nieśmiertelność duszy ludzkiej i w nasze zmartwychwstanie! Posłuchajmy jak to wszystko tłumaczył Apostoł w pierwszym liście do Koryntian. Słuchajcie pilnie wszyscy oziębli i gorliwi, wierzący i niedowierzający: "A jeśli o Chrystusie powiadają, iż zmartwychwstał, jakoż mówią niektórzy między wami, że zmartwychwstania nie masz. Lecz jeśli zmartwychwstania nie masz, ani Chrystus nie powstał z martwych. A jeśliż Chrystus nie powstał, próżne tedy jest przepowiadanie nasze, próżna jest i wiara wasza. Stajemy się też fałszywymi świadkami Bożymi: iżeśmy świadczyli przeciw Bogu, że Chrystusa wzbudził; którego nie wzbudził, jeśliże umarli nie powstają. Bo jeśliż umarli nie powstają, ani Chrystus nie powstał. A jeśli Chrystus nie powstał, próżna jest wiara wasza, bo jeszcze jesteście w grzechach waszych! Wszyscy wprawdzie zmartwychwstaniemy, ale nie wszyscy odmienni będziemy!"

Tyle Apostoł! Wobec nauki Chrystusa, popartej cudem powstania z grobu, i wobec nauki Apostoła, co powiecie wy wszyscy, którzy tak śmiało i hardo, twierdzicie czego udowodnić nie możecie, że człowiek to tylko zwierzę, proste zwierzę, bez żadnego pierwiastka Bożego? Że ten zwierz z upływem czasu się ogładził, ucywilizował, ale ma tylko cechy zwykłego zwierzęcia? Że temu arcyzwierzeciu, wszystko wolno, bez względu na przykazania Boże, naturalne i kościelne? Że jedyny cel życia ludzkiego, to używanie bez końca i bez granic? Że śmierć zakończa wszystko. Że nie ma życia poza grobem; nie ma wieczności; nie ma zmartwychwstania każdego człowieka? W cudownym powstaniu Chrystusa z martwych, jest nauczka dla oziębłych i gorliwych; dla obojętnych i cierpiących i dla tych, którzy zdziwieni patrzą na zło i złych i prawie rozpaczają! Grzech i grzesznicy, zło i źli, nigdy tak nie tryumfowali, jak wtenczas kiedy przekupili Judasza, aby zdradził Chrystusa; jak wtenczas kiedy Piotr się zaparł swego Nauczyciela; jak wtenczas kiedy Piłat podpisał wyrok śmierci; jak wtenczas kiedy biczowali, koronowali, pluli, bili i kopali Syna Bożego; jak wtenczas w czasie długiej, okropnej i krwawej drogi krzyżowej; jak wtenczas, kiedy pomiędzy niebem i ziemią zawieszono na drzewie krzyża ciało Chrystusa, który przez ludzi znienawidzony, i przez Boga pozornie opuszczony, zwiesił smutnie ku ziemi, głowę cierniami skłutą, i szeptał boleśnie: "Boże mój, Boże mój, czemuś mig opuścił?" Po chwili zaś dodał: "Wykonało się. A skłoniwszy głowę ducha oddał!" — To wszystko przeszło i minęło! Chrystus zmartwychwstał! Grzech i śmierć zwyciężył! Chrystus zmartwychwstan jest. Nam na przykład dań jest. Iż mamy z martwych powstać, z Panem Bogiem królować. Alleluja!

 — Przy uroczystości dzisiejszej, chciejmy zrozumieć, że grób nie jest końcem naszego życia! Czy dziś nie rozumiemy lepiej słów Zbawiciela: "Jam jest zmartwychwstanie i życie" i oraz "Szukajcie najpierw królestwa Bożego i sprawiedliwości jego; a to wszystko będzie wam przydane." W tej chwili kiedy słuchacie giosu mego, rzućcie okiem wokoło siebie! Tu i tam brakuje osoby przez was ukochanej! Tu próżny fotel; tam próżne krzesło; tu znów próżna kolebka! Tu nie ma ojca lub męża; tam brakuje matki lub żony; tu znów syna lub córki! Niejednemu, gorące łzy, serdeczne łzy napełniają oczy i spływają po licach. Nie ma czego ukrywać! Niejednej serce łopoce jak ptak przestrzelony, w boleści i smutku! Naturalne to! Otóż dziś niech przed oczyma wyobraźni waszej stanie Chrystus, który odniósł zwycięstwo nad śmiercią i z martwych powstał. Otrzyjcie łzy i uciszcie serca wasze; wy i wasi ukochani kiedyś zmartwychwstaniecie! Śmierć jest tylko czasową rozłąką, a Chrystus śmierć zwyciężył. Kiedyś wasi będą wam oddani na wieki! Każdy grób się otworzy i odda swe ofiary w ręce Stwórcy wszechmocnego! Jeśli Chrystus zmartwychwstał, i my z martwych powstaniemy! Chrystus tryumfujący nad krzyżem, grobem i śmiercią, napawa serce każdego nową otuchą i świeżą ufnością! Tych których świat zdradził, wykorzystał a potem ze wzgarliwym uśmiechem przy drodze zostawił; tych których krewni, znajomi i przyjaciele od siebie odrzucili i wyrzekli się; tych, którym okoliczności wtłoczyły koronę chorób i niedomagań fizycznych i złożyły na łoże cierpienia; tym, na których ludzie rzucili kamieniem wzgardy i potępienia; och, tym wszystkim, a tych dziś są miliony, którzy na głowie niosą ciernie niepewności co do jutra, z powodu braku uczciwej roboty. Dziś wszyscy, chętnie zapominają o drodze krzyżowej i o Golgocie, a jak najchętniej rzucają okiem na opróżniony grób Chrystusa i długo zatrzymują wzrok na Chrystusie zwycięskim i tryumfującym! Rzucam wam słuchacze pewne myśli z Naśladowania Chrystusa; "Idź dokąd chcesz, i szukaj czego chcesz, a nie znajdziesz ani na niebie wznioślejszej, ani na ziemi bezpieczniejszej drogi, nad drogę Krzyża św. Szedł Chrystus przed tobą, dźwigając krzyż Swój, i na krzyżu umarł za ciebie. Jeśli będziesz towarzyszem cierpienia, będziesz też towarzyszem chwały Jego. Układaj i urządzaj wszystko, jak ci się podoba i najlepiej zdaje, a przekonasz się, że wszędzie cierpieć trzeba, bądź dobrowolnie, bądź z musu, a tak zawsze krzyż znajdziesz; bo albo boleści ciała, albo utrapienia duszy doznawać będziesz! Jeśli chętnie krzyż dźwigasz, on cię też dźwignie i zaprowadzi do pożądanego celu, to jest tam gdzie koniec cierpieniom, które tu się nie kończą! Jeśli niechętnie krzyż dźwigasz, sam sobie sprawiasz ciężar i samego siebie bardziej obciążasz, a jednak znosić go musisz. Jeśli odrzucisz krzyż jeden, niechybnie spotkasz drugi, może i cięższy jeszcze! Bo nawet Pan nasz, Jezus Chrystus, póki żył, ani jednej godziny nie był bez boleści i męki. Trzeba było, aby Chrystus to cierpią!, aby z martwych powstał, i tak wszedł do chwały Swojej!"

Kończąc, usilnie błagam, aby nigdy nikt nie rozpaczał. Zawsze przed oczyma miejmy postać Chrystusa tryumfującego. Zmartwychwstając, rozwalił i na szczątki rozbił niepewności i wątpliwości. Stąpajmy po drodze krzyżowej życia, z nową ufnością i wiarą, pamiętni, że ta droga, chociaż bolesna, trwa krótko i prowadzi do długo trwałego, bo wiecznego szczęścia! Niedaleko od Ogrójca do Golgoty; bliżej jeszcze Golgoty, grobowiec chwalebnego i po wieki trwającego zmartwychwstania!