PAPIEŻ UMIERA — PAPIESTWO ŻYJE! - pogadanka o. Justyna z 26.02.1939 r.

Nasz nieśmiertelny Sienkiewicz w powieści "Quo Vadis" — tak pisze: "Rybak zwykle pokorny i pochylony, szedł teraz wyprostowany, wyższy wzrostem od żołnierzy, pełen powagi. Nigdy nie widziano w postawie jego tyle majestatu. Zdawaćby się mogło, iż to monarcha posuwa się, otoczony przez lud i żołnierzy. Ze wszystkich stron podniosły się głosy, — Oto Piotr odchodzi do Pana! — Wreszcie po drodze umilkły wrzaski i wołania uliczne. Szli w ciszy. Czasem tylko zabrzekły zbroje żołnierzy lub podniósł się szmer modlitw! Czuł, że dzieła dokonał i wiedział już, że ta prawda, która całe życie opowiadał, zaleje wszystko, jak fala i że nic już powstrzymać jej nie zdoła! A tak myśląc, podnosił oczy ku górze i mówił: — Panie, kazałeś mi podbić ten gród, który panuje światu, więcem go podbił. Kazałeś mi założyć w nim stolicę swoją więcem ją założył. To Twoje miasto teraz, a ja idę do Ciebie, bom się spracował bardzo!" Apostoł zwrócił się po raz ostatni ku miastu. Z dała, nieco w dole, widać było rzekę błyszczącą, a ponad nią, hen wzgórza oblepione domami, olbrzymie rojowisko ludzkie, którego krańce niknęły w mgle błękitnej. Piotr zaś, otoczony żołnierzami, spoglądał na nie tak, jakby spoglądał władca i król na swe dziedzictwo — i mówił mu: — Odkupioneś jest i moje! Słońce schyliło się bardziej ku zachodowi i stało się wielkie i czerwone. Niebo poczęło bić blaskiem niezmiernym. Żołnierce zbliżyli się do Piotra, by go rozebrać. Lecz on, modląc się, wyprostował się nagle i wyciągnął wysoko prawicę. Oprawcy zatrzymali się, jakoby nieośmieleni jego postawą, wierni zatrzy mali oddech w piersiach, sądząc, że chce przemówić i nastała cisza niezmącona. On zaś nie mówił nic, jeno wzrokiem wielkiej miłości objął, zdało się świat cały i począł wyciągniętą prawicą czynić znak krzyża, błogosławiąc w godzine śmierci — na wschód i zachód, północ i południe." To zdarzenie miało miejsce w 67 roku ery chrześcijańskiej.
Teraz do przemówienia, pt.:

PAPIEŻ UMIERA — PAPIESTWO ŻYJE!

Podobna scena odegrała się w mieście wiecznym w piątek, 9-go lutego, br., o godzinie 5, minut 31, rano według czasu europejskiego, a w czwartek wieczór o godzinie 11:31 według czasu wschodniego w Ameryce! Niespełna w godzinę później ukazały się ekstra dzienniki z żałobną wiadomością: "Papież nie żyje i Ojciec Św. Pius XI umarł!". Stacje nadawcze zawiesiły wszystkie programy radiowe, a czas poświęciły na podawanie szczegółów z życia, działalności i zgonu jednego z najodważniejszych i najdzielniejszych orędowników ludzkości, w historii chrześcijaństwa i cywilizacji! Przed zgasłym namiestnikiem Chrystusa, korzyli się nie tylko wierni, lecz Protestanci, Żydz i Mahometanie, ponieważ wielki Pius XI, naprawdę szedł śladami Tego Zbawiciela Chrystusa, który pracował, nauczał i bronił wszystkich bez względu na wyznanie, pochodzenie lub rasę. Wymazał różnice dzielące ludzkość na stronnictwa. Dla wszystkich był ojcem, wszystkich obrońcą, a dla nas katolików, ponad wszystko, Ojcem Świętym! Pójdźcie ze mną na chwil kilka do miasta Watykanu. Przyjmijcież mnie za przewodnika, ponieważ tak Watykan jak cały Rzym, znam tak jak własne pięć palców u ręki! Jesteśmy na olbrzymim placu, przed bazyliką św. Piotra! Plac ma kształt eliptyczny, otorzony kolumnadą jakby dwoma ramionami. Te ramiona składają się z trzysta siedemdziesięciu dwóch kolumn, na których znów stoi dziewięćdziesiąt dwa posagi świętych, po jedenaście stóp wysokości! W pośrodku placu dwa wspaniale wodotryski rzucające ogromne strumienie wody, na dwadzieścia stóp wysokości! Pomiędzy wodotryskami stoi obelisk z jednej sztuki granitu, na 8 stóp wysokości. Papież Sykstus V, który za młodu był pastuszkiem trzody chlewnej, później był naszym zakonnikiem, postawił go tu! Na wierzchu obeliska umieszczona jest cząstka drzewa Krzyża św., a na jego postawie, napis: "Chrystus zwycięża, Chrystus króluje, Chrystus panuje. Niechże Chrystus lud swój od wszego złego broni!" — Miejsce na którym stoimy jest święte, bo zroszone krwią pierwszych chrześcijan. Tu zginęły nie setki, lecz tysiące bohaterskich wyznawców nauki Chrystusa; tu nie tylko mężczyźni, lecz niewiasty bezbronne i dzieci niewinne zrosili ziemię krwią męczeńską. Właśnie tu Papież Pius V, zatrzymał się, wziął garść ziemi i wręczając ją ambasadorowi polskiemu, mówił ze wzruszeniem: "Weź tę ziemię jako relikwię, ponieważ jest zroszona krwią męczenników!" Teraz patrzcie przed siebie. Ten gmach, to sławna bazylika św. Piotra. Największa i najwspanialsza świątynia na świecie. W jej budowie i nad jej upiększeniem, pracowały i wysilały się mózgi najzdolniejszych architektów, budowniczych, inżynierów malarzy i rzeźbiarzy, mistrzów nad mistrzami. Ta budowla, wystawiona na uczczenie Piotra-rybaka, zarazem księcia Apostołów, po dziś dzień głosi światu ten fakt historyczny, że "ubi Petrus, ibi Ecclesia Christi", czyli "gdzie Piotr, tam kościół Chrystusowy!" Nad bazyliką, ręka niezrównanego mistrza Michaelo Angela, zawiesiła kopułę, wielkości Panteonu. Kopuła wznosi się na 351 stóp wysokości. W dni pogodne można ujrzeć przez okienko miasteczko portowe Ostia i morze Adriatyckie.

 — Teraz zwróćcie oczy na prawo. Tuż obok bazyliki jest Pałac Watykański! Tam w narożniku jest mieszkanie papieskie. Mimo tak rychłej godziny, bo to dopiero kwadrans do czwartej, piątek rano, mieszkanie Papieża jest rzęsiście oświetlone. Przed bramą stoi nieruchomie straż. To gwardziści szwajcarscy. Zajeżdżają pospiesznie samochody. Przywożą nadwornych doktorów. Zawiadomił ich sekretarz stanu, że staruszek 81-letni, Papież Pius XI, po długim napadzie dychawicy, dostał silnego ataku serca! Przyboczni lekarze Milani i Rocchi, mimo nadludzkich wysiłków, smutnie stwierdzają, że serce staruszka trzepoce w starganych piersiach jak skrzydełka wystraszonego ptaszka w klatce, i że siły opuszczają chorego. Nie ma dalszych środków ratunku. Śmierć jest tuż. Papież nie traci całkowicie przytomności. Oczy już konającego, są wlepione w wielki obraz św. Tereski od Dzieciątka Jezus, szczególnej patronki Jego! W lewej ręce ściska mały krucyfiks. Jeden z obecnych dostojników Monsgr. De Romanis udziela, zalewając się łzami, ostatniego namaszczenia. Ojciec Św. Pius XI, podnosi po raz ostatni prawicę, kreśląc z wysiłkiem znak Krzyża św. I szepce: "Jezus, Maria, pokój światu, pokój!" — Papież Pokoju, życząc zbolałej i wystraszonej ludzkości, pokoju, zasnął sam w pokoju. Prawica spadła na piersi, a z oczu skulnęło się kilka łez tego szermierza biednych, skrzywdzonych i prześladowanych całego świata! Obecni buchnęli płaczem. Nie mogli dokończyć modlitw za konających Kard. Pacelli powstał, wziął z pobliskiego stolika mały srebrny młotek, nachylił się nad zwłokami, i delikatnie dotykając czoła zmarłego, zawołał trzykrotnie na zmarłego po imieniu chrzestnym: "Achileuszu! Achileuszu! Achileuszu!".  Potem zwracając się do obecnych, zalany łzami, wyszlochał smutnie: "Pius XI, Papież, nie żyje!" — W tej chwili zawiadomiono spowiedników przy bazylice św. Piotra, którzy wezmą w opiekę zwłoki zmarłego Papieża i muszą pełnić straż przy zwłokach aż do zapieczętowania trumny! Nawiasem mówiąc ten obowiązek pełnią nasi Ojcowie, Franciszkanie Konwentualni, pomiędzy którymi jest długoletni rektor tutejszego seminarium,Wielebny O. Idzi Kaczmarek! — Dwadzieścia siedem minut po zgonie — wydano urzędowe zawiadomienie o śmierci Papieża.
Rozkołysały się dzwony kościołów rzymskich. Biły żałosnym dźwiękiem przez całą godzinę. Zawtórowały im dzwony w najdalszych zakątkach kuli ziemskiej! Spiżowe serca rozkołysanych dzwonów biły na alarm żałobny: "Papież umarł!" — Zatrwożyły się serca ludzkie innowierców, którzy uznają wielkość i znaczenie i potęgę Stolicy Apostolskiej! Hurmem, 350 milionów katolików odpowiedziało jednogłośnie tak potężnie, że aż echem odbiło się o sklepienia niebieskie: "Nie bójcie się! Prawda, Papież umarł, lecz Papiestwo żyje i żyć będzie do końca świata. Bo tę obietnicę dał sam Zbawiciel Chrystus Pan swemu następcy i zastępcy — kierownikowi łodzi Chrystusowej i sternikowi swego Kościoła, a żadne moce, nie tylko ludzkie, lecz nawet piekielne nie przemogą go!".

Nad trumną Ojca św. Piusa XI pochylił się w smutku i żałobie świat cały. Rządy wszystkie, z wyjątkiem republik sowieckich, obniżyły flagi narodowe na budynkach publicznych do połowy masztu, na znak żałoby! Taki Arcybiskup z Canterbury, naczelnik kościoła anglikańskiego, wyraził się tak: "Pius XI był człowiekiem wielkiej wiedzy, który dźwigał ciężar swych wielkich obowiązków z nadzwyczajną siłą i odwagą. Zawsze pozostaną nam w pamięci jego niestrudzone wysiłki w celu doprowadzenia do pokoju na świecie!" — Jeśli tu w Stanach Zjednoczonych protestanci, żydzi i bezwyznaniowcy mówili i pisali, że "Pius XI odszedł, gdyśmy Go potrzebowali najwięcej!", cóż my katolicy mamy mówić? Cóż my katolicy-Polacy możemy powiedzieć o Tym, który był 261 Namiestnikiem Chrystusa, oraz jak sam się wyraził "Ojcem chrzestnym" zmartwychwstałej Polski? W czasie swego pobytu w Polsce poznał na wskroś naszą polska duszę i pokochał nasz lud prosty i biedny, ale szczery i bez obłudy; ten naród, który w obronie Krzyża, wiary i polskości przeszedł stuletnią niewolę, a w roku 1920 powstał z popiołów, i mimo wymęczenia i słabości, mężnie nadstawił piersi hordom bolszewickim, i zatrzymał falę barbarzyńskch zasad sierpa i młota, odwalił ją het poza granice i w ten sposób, bez najmniejszego wątpienia uratował dzisiejszą cywilizację, raz jeszcze stwierdzając przed światem całym, że Polacy zawsze wierni Krzyżowi i Chrystusowi!

Mimo, żeście już kilkakrotnie czytali o szczegółach życia Ojca św. Piusa XI, proszę o cierpliwe wysłuchanie takowych. Pius XI urodził się 31 maja 1857 roku, w miasteczku Desio, w pobliżu Mediolanu. Był on trzecim z pięciorga dzieci w rodzinie, której ojcem był tkacz Francesco Ratti, a matką Teresa Gallich. Ojciec był znany ze swej pracowitości i uczciwości, matka znów słynęła ze swej łagodności i dbałości o religijne wychowanie dzieci. Mały Achileusz uczęszczał do szkoły prywatnej. Później wstąpił do seminarium Św. Karola w Mediolanie. Stąd wysłany został na Uniwersytet Gregoriański w Rzymie.
W toku 1879, dnia 20 grudnia, otrzymał świecenia kapłańskie. Do roku 1888 sprawuje obowiązki profesora, potem do roku 1912 kieruje Stowarzyszeniem Uczonych zatrudnionych w bibliotece św. Ambrożego. W roku 1912 Ojciec św. Pius X powołuje go do Rzymu na dyrektora Biblioteki Watykańskiej. W roku 1918 na prośbę Biskupów polskich o nadesłanie przedstawiciela Stolicy Apostolskiej, Benedykt XV wysyła Achileusza Rattiego do Warszawy, jako nuncjusza papieskiego. W Warszawie dostał sakrę biskupią z rąk Kardynała Kakowskiego. Wtenczas Polska wyglądała jak Łazarz. Naród okryty łachmanami, w biedzie i nędzy. Wojska nieprzyjacielskie, czego nie skradły, to zniszczyły. Nuncjusz Ratti stat się żebrakiem dla narodu polskiego. Pukał do bram watykańskich i wyciągał ręce do krajów zagranicznych dla uratowania dzieci polskich od śmierci głodowej! Polacy za to go pokochali, jak tylko serca polskie kochać umieją! Kiedy zaś w 1920 roku, tuż przed Warszawą, ukazały się hordy czerwieńców, nuncjusz Ratti pozostał na stanowisku zagrzewając serca do wytrwałego boju i napawając dusze ufnością w zmiłowanie Boże! Po zwycięstwie nad bolszewikami, które, powtarzam, wstrzymało pochód krwiożerczych wywrotowców, nuncjusz do publicznego odśpiewania "Te Deum" w obecności ś. p. Marszałka Piłsudskiego i władz wojskowych dodał zwrotkę: "Przez miłosierdzie Boże, nie zniszczeliśmy!" W roku 1921 był odwołany z Polski i kreowany kardynałem oraz arcybiskupem Mediolanu. Niedługo tu przebywał, bo już 6-go lutego 1922 wybrano go na Stolicę Apostolską. Zapytany jakie imię sobie wybiera, powiedział: "Imię Piusa!" Czemu? "Za Piusa IX zacząłem chodzić do seminarium. Pius X powołał mnie do Rzymu, ten Pius, który tyle się starał, aby zakończyć wojnę i zawrzeć pokój światowy. Dlatego wybieram imię Piusa i pragnę poświęcić całe moje życie dla uspokojenia świata!"— Pius XI skierował wszystkie swoje zdolności, wiedze i wpływy ku temu; kilka minut przed śmiercią szeptał: "Jeszcze mamy tyle roboty przed Nami!" A wreszcie dając już ostatnie błogosławieństwo zdołał wyksztusić: "Jezus — Maria — Pokój Światu — Pokój!".
Przez siedemnaście lat swego chwalebnego panowania, Ojciec św. wzywał rządzących i poddanych do zgody i pokoju. Otóż pisał tak: "Najlepszą gwarancją pokoju jest — nie las bagnetów, lecz wzajemne zaufanie i szczera przyjaźń!".
Gdzie indziej znów: "Jeśli przede wszystkim nie uzna się świętych wskazówek prawa naturalnego i prawa Bożego, nie pomogą ani traktaty pokojowe, ani uroczyste ugody, ani międzynarodowe zjazdy i konferencje, ani najszlachetniejsze i najwięcej bezinteresowne wysiłki mężów stanu!" Kiedy zaś przy końcu ubiegłego roku odbywała się owa sławna konferencja w Monachium, Pius XI zakończył swój apel radiowy modlitewną ofiarą, na którą wzruszyła się dusza każdego słuchacza. Głosem pełnym wzruszenia wołał do mikrofonu: "My to życie, które Nam Pan dzięki modłom całego świata przedłużył i jakby odnowił, całym sercem ofiarujemy dla ocalenia pokoju świata!" Rozczulił się Papież, a z nim płakał każdy człowiek uczciwy. Opatrzność wysłuchała prośby sędziwego orędownika spraw ludzkości. Rządzący wstrzymali żelazną i uzbrojoną prawicę, przynajmniej czasowo, ale Apostoł pokoju zamknął oczy! Przez długie lat siedemnaście ten niestrudzony sternik łodzi Piotrowej ganił i karcił mocarzy tego świata, a stawał w obronie maluczkich i prześladowanych. Nie zważał na osobistości i wielkości. On jedyny jeden nie obawiał się rozporządzeń dyktatorów. Nie schylał głowy przed tronami. Nie uginał kolana przed senatami! "Pokój Chrystusowy w Królestwie Chrystusowym!" — oto hasło do którego skierował wszystkie swoje czynności. Staranną i wprost niesłychaną pieczą otoczył swą trzódkę. Dbał o wychowanie młodego kleru i młodzieży w ogóle; bronił świętości małżeństwa i znaczenia rodziny; nawoływał do rozwiązania kwestii roboczej na zasadach obopólnej sprawiedliwości i w duchu miłości bliźniego; nalegał na prawo Kościoła do kierowania duszami młodych; zachęcał do wytężonej pracy na misjach, dla pozyskania dusz pogan; zaklinał do wprowadzenia w czyn Akcji Katolickiej; publicznie potępił wygórowane zasady arcypatriotyzmu i nacjonalizmu oraz prześladowanie Żydów i tak bez końca! Zdobył sobie miano: "Papieża Pokoju — Papieża Misji — Papieża Tolerancji — Papieża Sprawiedliwości Społecznej — Papieża Konkordatów!". Z tych ostatnich, bodaj najważniejszy to ten Laterański, zawarty pomiędzy Kościołem a faszyzmem włoskim w roku 1929, na mocy którego sformowano nowe państewko kościelne, Miasto Watykanu! Każdy jeden z nas dumny być powinien, że Opatrzność dała nam Papieża, który swą siedemnastoletnią działalnością dla ludzkości podbił świat cały i zdobył sobie uznanie umysłów tak wierzących jak bezwyznaniowców! Módlmy się za wieczny spokój zgasłego Papieża i prośmy Opatrzność o mu podobnego następcę i pamiętajmy, że chociaż Papież umarł — Papiestwo nadal żyć będzie!