POGADANKA Z PANIĄ!? - pogadanka o. Justyna z 26.01.1941 r.

Za wstęp czytam list z Brooklynu, New York: "Słuchając Godziny Różańcowej, zmusza mnie konieczność zapytać się szanownego księdza, jak długo jeszcze upłynie czasu nim się zjawi jaki nadprzyrodzony człowiek, by mógł użyć swoje zdolności i odważył się wstrzymać wasza odwagę "hipnotyzmu" ludu w dobie dzisiejszej. Nie chcę tu wykładać żadnej teorii, ponieważ wiem, że ksiądz zna ją doskonale. Chcę tylko zaznaczyć, że odziedziczyłam przez naturę dar umysłu, którego pozwalam sobie używać. Niniejszym pozwolę sobie zawiadomić księdza, i chciałabym wiedzieć, dlaczego nauka zamiast uszlachetniać plemię ludzkie — to uzbraja ludzkość pojedynczą (?) do najokrutniejszego charakteru. A teraz przytoczę tu z mego osobistego doświadczenia, co też proszę następującą sprawę rozstrzygnąć z pełną uwagą! ...
"Będąc rolniczką starałam się mieć ładny ogródek, mąż zaś śliczne koniki i bydełko. Więc to: przed zasadzeniem, każdą roślinkę zaopatrzyłam w pożywienie — później część obrabiałam starannie, drugą zaś zaniedbałam . . . Ta, którą pielęgnowałam, czyściłam z chwastów, wydała śliczny plon — zapłaciła za moją pracę — zaś roślinka zaniedbana — zaginęła; śladu po niej nie pozostało! Każdy hodowca, każdy plantator czegoś, wybiera sztuki najszlachetniejsze, podlejsze zaś wyrzuca. Najlepsze pielęgnuje, chroni od chorób, otacza troskliwie opieką i w końcu otrzymuje swoje wynagrodzenie; jest ze swej pracy zadowolony. Nigdy nie może człowiek spodziewać się dobrego rezultatu, jeśli pracy swej nie wypełni należycie, i gdy ją zaniedba. A teraz w jakim świetle ksiądz przedstawia nam swego Boga? . . . Ogłasza ksiądz, że naród odstąpił od Boga — wiec Pan Bóg i o nas zapomniał. Jeżeli Bóg, jako istota doskonała, wyższa jak głosicie, nie powinna zaniedbywać swego dzieła — jeżeli jest wszechmocny i miłosierny, dlaczego nie zapobiegnie złemu? Wszak nauczacie i głosicie nam, że obowiązkiem naszym jest walczyć ze złem. Jeżeli Bóg jako istota wyższa nad człowieka — mogąca wszystko — dlaczego nie zniszczy złe w zarodku? Oprócz tego głosicie, że złe i dobre pochodzi od Boga. — Pytanie? . . . Jak to można zrozumieć? Miejcie choć odrobinę WSTYDU! Nie przedstawiajcie swego Boga w roli okrutnego Hitlera mściwego — który się mści okrutnie na każdym kto tylko nie spełni jego rozkazu. Proszę nie zaliczać mnie do bluźnierców, gdyż Boga przez was wyhodowanego nie wyznaję - bo na to nie pozwala mi mój rozsądek. Cieszyłabym się bardzo, gdyby ksiądz, kiedy się już ofiarował dla społeczeństwa — zechciał zdjąć maskę fałszu i publicznie oddał się społeczeństwu dla spraw prawdziwej nauki. Tam, jestem pewna, również ksiądz znajdzie wielbicieli; nikt nie będzie plugawił człowieka głoszącego naukę prawdy. Na tym kończę zobowiązaniem za odpowiedź niniejszej mej myśli. Żegnam do przyszłej Godziny Różańcowej!"
Tu kończy śle list Pani, a zaczyna się moie przemówienie pod tytułem:

POGADANKA Z PANIĄ!?

Zaraz na wstępie dla doskonalszej orientacji słuchaczów i słuchaczek, zwracam uwagę na pewne wyrażenia w liście, jak na przykład: "wstrzymać waszą odwagę 'hipnotyzmu ludu!" Ależ proszę Pani, czyż to nie jest to samo co "opium", jak twierdzą brutalni bolszewicy, że "religia to opium ludzkości!" Skutkiem czego precz z Chrystusem, precz z wiarą, precz z Kościołem? I aby ten lud uszczęśliwić kościoły albo zburzyli, albo zamienili w teatry, w garaże, w stajnie i więzienia! Tak, ci nauczyciele ludu pokradli kielichy, puszki, monstrancje dla siebie, a dzwony stopili na armaty i karabiny maszynowe, aby mordować wieśniaków i robotników, swoich ziomków i obywateli, którzy domagają się chleba, aby nie głodować i nie ginąć! Tak, proszę Pani, to ci sami, którzy krzyże spalili, posągi zniszczyli, a Judaszowi wystawili pomnik narodowy, mianując podłego zdrajcę Chrystusa "największym dobroczyńcą ludzkości"! Tak, proszę Pani, to właśnie ci, którzy kobietę, ściągnęli z ołtarza uwielbienia, czci i szacunku i wrzucili ją do rynsztoku narodowego. Zrównali kobietę ze zwierzęciem bezrozumnym i bezdusznym! Proszę Pani dziś kobieta w bolszewii, to niewolnik i maszyna. W końcu, rzucana na śmietnisko narodowe!
Czy może los dzieci jest lepszy? Proszę Pani! Pisarze rosyjscy stwierdzają, że nigdy w historii narodu rosyjskiego, powtarzam, że nigdy nie było tyle młodocianych przestępców, jak w latach krzewienia nauki bolszewickiej. Ojczyzna dzieci złodziejów, morderców, podpalaczy i samobójców, wśród których kilkanaście tysięcy choruje na choroby zaraźliwe. Pani rozumie na jakie? Pokolenia gniją, karłowacieją. I to zawdzięczyć trzeba komu i czemu? Tym, którzy Boga zabili w duszach ludzkich, kościoły zburzyli i wiarę zdusili! Proszę Pani, i ten naród dziczeje, właśnie dlatego, że nie ma tego opium, a co Pani nazywa "hipnotyzmem". Pogaństwo kończy się zawsze — barbarzyństwem!

Podziwiam jeśli już nie pokorę, to przynajmniej skromność Pani, kiedy pisze, że "odziedziczyłam przez naturę dar umysłu" - ciekawym jednak, skąd natura wzięła ten dar umysłu? To ciekawi mnie naprawdę! Pyta się Pani, czemu? Mam wrażenie, że Pani wierzy usilnie, że natura obdarzyła Panią -  rozumem. A więc chcąc argumentować logicznie natura jest matką Pani. Zgadza się Pani ze mną? Pytam się i to natarczywie: "Jakżeż może otaczająca nas natura pozbawiona rozumu, nie mająca znajomości siebie, ani nie mająca wolnej woli człowieka tymi dobrami wyposażyć? Nikt nie może dać tego, czego sam nie ma? Czy natura ma rozum? Pani oczywiście ma! Mimo tej sprzeczności łaskawa Pani twierdzi, że "przez naturę odziedziczyła dar umysłu!" Nie, Pani dobra! Nie natura obdarza człowieka umysłem, ale sam Stwórca, o którym pisał nawrócony Augustyn - "niespokojne serce nasze, o Panie, dopóki nie odpocznie w Tobie". Niech Pani raczy skierować ten dar umysłu ku Temu, który powiedział: "Jam jest droga, prawda i życie!"

Dalej Pani pisze: "Chciałabym wiedzieć, dlaczego nauka zamiast uszlachetniać plemię ludzkie, to uzbraja ludzkość do najokrutniejszego charakteru?" — Tu naprawdę Pani ma coś, jak' to mówią Amerykanie: ''You certainly have something there". Pani, bez dalszego tłumaczenia, jeśli właśnie używa tego daru umysłu, już teraz mniejsza o to skąd odziedziczonego, doskonale rozumie, że jest nauka prawdy i nauka fałszu; jest nauka na zasadach chrześcijańskich i aż roi się od nauk bezbożnych, pogańskich i barbarzyńskich. Jaka nauka mocarze i rządy karmiły zawsze, a szczególnie przez ostatnie pięćdziesiąt lat swoich poddanych? Czy nauka Boską i Chrystusową, czy może nauką pogańską i bezbożną? Nauka Chrystusa uczy zasadniczo miłości Boga i miłości bliźniego. To są dwa kamienie węgielne, na których buduje się wszystko i całe szczęście jednostek, rodzin, społeczeństw, państw i świata! Nauka pogańska i barbarzyńska nie uznaje Boga, ani też bliźniego. Boga, a nawet myśl o Bogu, zwalcza i ku bliźnim pała nienawiścią, bliźnich tępi, prześladuje i morduje. Namacalny i brutalny dowód to zasady i nauka nazizmu, bolszewizmu i faszyzmu! Jakaś wymyślona nauka "wyższości i czystości rasy", ożeniona z pragnieniem z nigdy nienasyconą żądzą "miejsca pod słońcem" porodziła Marsa, bożka wojny, który znów na zasadzie, że moc i siła jest nad prawem i sprawiedliwością, krąży po świecie poznając słabych i niewinnych!

 Niech Pani słucha dalej. Rozumiem, że to wymaga nieco cierpliwości, ale trudno! Jestem przekonany, stwierdzam szczerze, że nauka każda, która nie uznaje Boga, która jest wyzuta z zasad boskich, nie może wpływać dodatnio na ludzi i zamiast uszlachetniać "wyrabia złodziejów, bandytów i morderców" i niech Pani posłucha co pisał Jerzy Waszyngton: "Religia i moralność są to dwie podstawy i kolumny dobrobytu politycznego Ameryki. Rozum i doświadczenie uczą nas, że moralność odłączona od religii jest martwa i nie ma żadnego wpływu na szczęście ludzkie!" — Umysł ludzki, proszę Pani, od lat był karmiony nauką, mylnie przezwaną postępową i cywilizowaną. Ten postęp i ta cywilizacja z umysłów ludzkich wyrwała korzonki miłości Boga i bliźniego, a zasadziła drzewka pychy, zarozumiałości, nienawiści i zemsty! Narody przechwalały się postępem materialnym — nie widząc, że cofały się duchowo i moralnie. Umysły ludzkie wysilały się nad wynalazkami, narzędziami siejącymi zniszczenie, kalectwa i śmierć! Nauka nowoczesna, oparta na filarach niedowiarstwa i neopogaństwa ludzi nie uszlachetnia, ale zamienia w stado okrutników, istot o instynktach zezwierzęciałych! A teraz Pani robi troszkę i nieco podejrzliwe porównanie pomiędzy roślinkami, bydełkiem a istotami ludzkimi, zapominając, że tak rośliny jak bydełko nie mają ani rozumu ani wolnej woli. Przeciętny człowiek ma! Zresztą i Pani przyznać musi, że mimo zabiegów i starań i pracy Pani, nie zawsze plony. Ziarnka zgniły, a rozsadę woda wymyła. Nieraz spadł grad. Nasienie wymarło w łonie ziemi. Często spadły ciężkie deszcze. Ziarnka zgniły, o rozsadę woda wymyła. Nieraz spadł grad, zniszczył kapustę i wybił pszenicę i kukurydzę. Nierzadło promienie słońca wypaliły warzywa i trawę! Przyszła wichura, połamała drzewka i drzewa. Zniszczyła grona winne! Więc mimo, że Pani pielęgnowała, czyściła i hodowała starannie, nie zawsze plon wynagradzał pracę! Wiele, bardzo wiele zależało od Tego, który kieruje słońcem i wiatrami. Od Tego, który spuszcza deszcze i grady. Idę dalej. Ja zrobię porównanie nieco jednak odmienne. Przed kilku dniami odebrałem list od więźnia, człowieka wykształconego, ale niech Pani łaskawie posłucha co on pisze: "Drogi Ojcze Justyn: To Boże Narodzenie już minęło. A było siódme spędzone za wysokim murem, w celi więziennej! Dziś, kiedy wyobraźnią przesuwam lata mojego życia, wdzięczny jestem za tak liczne wspomnienia. Niektóre z nich piękne i miłe. Niektóre znów nie tak śliczne i przyjemne! Wdzięczny, na przykład jestem, że jako dziecko, miałem szlachetnego ojca i dbałą matkę, która wpajała we mnie zasadnicze prawdy i dała mi fundamenty pewne i stałe, na których mogłem zbudować gmach trwały,a który, niestety, w późniejszych latach całkowicie rozerwałem i zniszczyłem! Jestem biednym i mizernym okazem, aby się wychwalać i szczycić domem, w którym żyła miłość, w którym był słyszany wesoły śmiech i wzajemny szacunek. Możebne, że moje rychłe rodzinne wychowanie było ważniejsze dla mej przyszłości aniżeli myślałem, lecz jestem przekonany i dziś wiem, ze serdecznie i boleśnie żałuję, że z życia mojego, kiedyś tak pięknego i pożytecznego, zrobił kompletny zawód i ostateczne bankructwo! W więzieniu każdy z nas ma chwile czarnych powątpiewań i wszystko niszczącej rozpaczy! Wtenczas spędzamy długie czarne godziny, zapamiętale i nierzadko nadaremnie szukające światła, duchowei latarni morskiej! Jako dziecko nauczyłem się moich pacierzy na kolanach mej matki. Pacierze te były mostem nad otchłanią pomiędzy światłością a ciemnością i wprowadziły mię w tajemnice życia z wiedzą i pewnością, że moja mała dusza pozostanie zawsze nienaruszona!
"Lecz, te lata pomiędzy moim dzieciństwem a dniem dzisiejszym są oczywiście przepełnione tragicznymi zdarzeniami, i Ojcu Justynowi są one dobrze znane! Źródłem tych było pijaństwo! Powodem wszystkiego — wódka. Nie byłem ani razu aresztowanym, kiedy byłem trzeźwy! Lecz, Boże drogi, czego żem się nie dopuścił w pijaństwie?"
Na tym wyznaniu, szczerym i bolesnym, kończy skruszony więzień!

Co na to powie, Pani łaskawa? Co? Czy w tym wypadku, przynajmniej w tym jednym, ta roślinka ludzka, chowana była na gruncie szlachetnym i w cnoty żyznym. Była pielęgnowana gorliwie i starannie, wśród otoczenia jasnego i promienistego, a jednak co się stało? Z jakim rezultatem? Jaki owoc wydała? Chyba nie potrzebuje ponownie wyliczać! Szczęście zmiażdżone! Pożyteczność zniszczona. Życie zbankrutowane! Czemu? Dlaczego? Ano, dlatego, że to istota rozumna i wolna wola obdarzona! Będąc rozumną i wolną, mimo ostrzeżeń, dobrowolnie wyciągnęła rękę do butelki, po kieliszek i nie tylko zalała rozum, ale i zatopiła zdrowy rozsądek, zamieniła człowieka uczciwego w zbrodniarza, spodliła go. Skutkiem czego, sprawiedliwość ludzka i społeczna ukarała go długoletnim więzieniem. Dziś, biedaczysko doskonale rozumie swoja całkowitą odpowiedzialność osobistą i wyłączną. Nie oskarża ani Boga, ani domu, ani ojca, ani matki, ani rodzeństwa. Całą winę i odpowiedzialność zwala na siebie za życie zmarnowane, za cierpienia, za nieszczęścia. Ma to, co jako rozumny człowiek dobrowolnie wybrał. Jeno to i nic innego. Ni mniej, ni więcej!
O! prawie że zapomniałem zapytać się Pani, czy ta roślinka ludzka, tak starannie przez matkę pielęgnowana, a przez ojca troskliwie hodowana, wydała śliczny plon i odpowiednio zapłaciła im za ich prace? Nie, proszę Pani, ja nie żartuję, mówię na serio!

Co Pani pisze dalej, że "nigdy nie może człowiek spodziewać się dobrego rezultatu, jeśli pracy swej nie wypełni należy cię i gdy ją zaniedba!" Na to wypowiedzenie oczywiście zgadzam się. Pani jednak uprzejmie zezwoli mi, że to nie wystarcza. Trzeba nieco więcej, bo "jeśli Pan nie zbuduje domu, próżno pracowali, którzy go budują." I "jeśli Pan nie będzie strzegł miasta, próżno czuwa ten, który go strzeże!" Dorzucam ostrzeżenie św. Pawła: "Ja sądziłem, Apollo podlewał, ale Bóg dał pomnożenie. Tak więc ani ten, co sadzi, nie jest czymś, ani ten co podlewa, ale Bóg, który pomnożenie daje!"
Pani pisze tak: "a teraz w jakim świetle ksiądz przedstawia nam swego Boga? . . . ogłasza ksiądz, że naród odstąpił od Boga — więc Pan Bóg i o nas zapomniał!" — Nawiasem mówiąc, Pani pisze wyraz Bóg przez małe "b"! Patrzcie się mili państwo, musi w tej istocie ludzkiej być harda dusza, kamienne serce i twardy, żółwiowy umysł! Pyta się Pani, i to bardzo cynicznie, w jakim świetle przedstawiam mego Boga? Dlaczego jeno mego Boga? Czemu Pani nie raczy pisać Boga wszystkich wierzących Żydów i Chrześcijan rozmaitych wyznań i religii? Mniejsza jednak nawet o to! Mój Bóg, to ta Istota wszechmocna, która stworzyła świat cały z niczego! Mój Bóg, to ta Istota, która kiedyś, nie wiem kiedy, będzie nas sądzić! Mój Bóg, to Ten, który mówił do Mojżesza: "to powiesz synom Izraelowym: Pan Bóg Ojców waszych, Bóg Abrahamów, Bóg Izaaków i Bóg Jakóbów posłał mię do was: to jest imię moje na wieki i to pamiętne moje na rodzaj i rodzaj!"
I proszę Pani, nie tylko ja biedaczyna, ale każdy, tak każdy który ma oczy i widzi, twierdzi, że świat oddalał się coraz więcej od Boga, od przykazań boskich, od nauki boskiej, a więc od życia boskiego. Pani mi nie uwierzy?" Co więc zrobili międzynarodowi bandyci? Czy potrzeba mi publicznie powtarzać zasady nazizmu i bolszewizmu i faszymu? Przecież to zasady pogańskie i barbarzyńskie! A więc otwarcie antyboskie, antyludzkie, antychrześcijańskie! Płakać się chce, kiedy słyszy się szumne frazesy o chrześcijaniźmie narodu francuskiego i włoskiego. Olbrzymia większość tych dwóch ludów spoganiała, zatraciła cechy nauki Boskiej w życiu publicznym i prywatnym! Mówię jeno o państwach, po których czysto podróżowałem i o narodach które bliżej poznałem!
Czy może Pani jeszcze nie słyszała co się działo przez ostatnie dwadzieścia lat w granicach państwa, nad którym powiewa czerwony sztandar z młotem i sierpem, gdzie nie ma miejsca dla Boga, bo tam stąpa niedźwiedź azjatycki w powodzi łez i przekleństw poddanych, a z paszczy jego spadają krople krwi ludzkiej? A może Pani nie słyszała jeszcze, co szczególnie w ostatnich ośmiu latach dzieje się w neopogańskim kraju starożytnych barbarzyńców, nad którym dziś powiewa bandera ze złamanym krzyżem! Nie wiem, czy Pani wiedziała, że Francuzi od pół wieku chwalili się swym niedowiarstwem do tego stopnia, że jeden z nich pisał: "my nie wierzymy w nic!" A może Pani nie wie, że we Włoszech rząd wykradł tak Kościołowi jak rodzicom dzieci już od siódmego roku życia? Zniósł wszelkie stowarzyszenia, towarzystwa i kluby katolickie. Zresztą, z wyjątkiem znikomego procentu, naród włoski nie znał przykazań Bożych!
Czv Pani nie wie, że w licznych innych krajach, w szkołach niższych i wyższych zakazano uczyć, ba nawet wzmiankować o Bogu, o tym Bogu, o którym Apostoł pisał, że "Bóg jest przed wszystkimi, a wszystko w Nim stoi!" - Czy Pani nigdy nie czytała, jak to rozmaici nauczyciele, uczeni i pisarze argumentowali, że rozum ludzki da sobie radę sam bez Boga! Jak to dowodzili, że nauka, oświata, postęp i cywilizacja nie może się zgadzać na istnienie Boga. Może nawet i Pani zgadzała się z zasadami tych uczonych. A dziś kiedy nauka, oświata i postęp, wszystko bezbożne, pogańskie i barbarzyńskie, oblicze ziemi zamieniły nie tylko w czyściec, ale w jedno wielkie piekło. Pani się oburza. Pani się gorszy, Pani narzeka i Pani bluźni nawet! Widzi Pani, dokąd ten pyszny rozum ludzki i wolna wola ludzi zaprowadziła? Tak, świat uciekał i ludzie odwracali się od Boga; byli ludzie bez Boga, były rodziny bez Boga, były społeczeństwa bez Boga, były państwa bez Boga! Świat ludzi zamieniał się w świat zwierząt, życie ludzkie spadło do poziomu bytu bydląt nierozumnych i zwierząt drapieżnych!

Twarde jest moje twierdzenie, proszę Pani, ale szczere, poparte faktami życiowymi i niezaprzeczalnymi, nie dającymi się zbić żadnymi argumentami, bo przeciw zdarzeniom i faktom nie ma argumentów! Ludzie, mam na myśli ludzkość w ogóle, nie chcieli i dziś jeszcze nie chcą poznać skąd pochodzą, po co żyją, jak żyć powinni. Ludzkość zmiażdżyła pomost między Stwórca a stworzeniem. Zerwała złoty łańcuch. Uczący człowieka z Bogiem. Zapomniała, że Bóg początkiem i końcem — Alpha i Omegą! Ludzkość dwudziestego wieku zaciekle goniła i zapalczywie wyciąga ręce tylko po rzeczv materialne, błyskotliwe, mijające, zapominające, jeśli nie całkowicie to nieomal, że całkowicie o rzeczach duchowych! Ludzie hołdowali ciału ludzkiemu, wyszukując wszelkich wygód, przekraczając granice dozwolone i naturalne, a zaniedbali i zapomnieli o potrzebach duszy! Ludzie, powtarzam z naciskiem, ludzie mawiali tylko o prawach, zapominając o obowiązkach! Robactwo zaczęło toczyć podwaliny domu i rodziny, mianowicie małżeństwo! Butiwiały małżeństwa — rozpadały się rodziny -  społeczeństwa się chwiały — nad państwami grzmiały grzmoty, błyskały błyskawice, biły pioruny złowrogie, zwiastuny pożaru i kieski i zniszczenia światowego!

Jeśli odezwał się głos ostrzegawczy, to go przytłumiono okrzykiem: "życie moje jest moją osobistą własnością. A więc wolno mi żyć jak mi się podoba i jak ja chce! Mam rozum i wolę, po co mam słuchać drugich!" Tak wołał zuchwale mąż i żona i dzieci! Tak wołali kierownicy i rządzący społeczeństwami i państwami! Tak na kołach rozumu i woli ludzi posuwał się wóz rodzin — społeczeństw — państw. Powoził człowiek pijany, upity pychą, zarozumiałością, nienawiścią i zemstą! Wozy rodzin, społeczeństw i państw zamiast jechać po torach miłości Boga i miłości bliźniego, sunęły po torach ograniczonego rozumu i wielce osłabionej woli, nadętej i opuchłej istoty ludzkiej. Kierownicy tych wozów prowadzili w szalonym tempie, ślepi na czerwone sygnały wskazujące na niebezpieczeństwa, no i w końcu nastąpił krach, grzebiąc z winnymi i niewinnych!

Niech Pani jeszcze posłucha co dziewięć lat temu pisał pewien minister oświaty: "Dotychczasowa polityka naszego ministerstwa skłaniała się ku materializmowi. Stanowisko takie dało opłakane rezultaty: prawdziwy upadek moralności publicznej i prywatnej, rozkwit komunizmu, a nawet w ostatnich latach anarchii. Wobec tego odtąd nasz system wychowawczy musi być bardziej uduchowiony!"
A Alexander Dumas pisał do jednego ze swych przyjaciół: "Francja jednakowoż nie może się długo obejść bez Boga. Czy są w Paryżu kobiety mężne jak - niegdyś w Saragossie? Bez Boga nie ma mężnych niewiast! Bez dzielnych niewiast nie będzie rodzin. Bez rodzin nie ma ojczyzny, społeczeństwa i państwa!" — Powtarzam to jedno zdanie: "Bez Boga nie ma mężnych niewiast!' Tak mówił Alexander Dumas.
W przyszłą niedzielę dokończę moją pogawędkę z Panią!