POSĄG ŻYJĄCY! - pogadanka o. Justyna z 5.03.1939 r.

Największa i najwspanialsza na świecie świątynia, to bazylika św. Piotra w mieście wiecznym! Zawiera ona w sobie skarby nieocenione. W dodatku posiada arcydzieła dłuta i pędzla. W wiekach minionych, najzdolniejsi artyści, malarze i rzeźbiarze, tu pracowali i tu na upiększenie domu Bożego zostawili cudowne dzieła swych zdolności. Śmiało mogę mówić, że to nie tylko kościół, lecz zarazem i muzeum, jakiego nie znajdziesz w żadnym innym kraju. Ołtarze marmurowe i granitowe; posągi Świętych, Papieży i innych zasłużonych osobistości; obrazy z małych cennych kamyczków, mozaikami zwanych; obrazy olejne, dzieła tak żywe, iż widzowi zdaje się że każda osoba, każdej chwiii wyjdzie z ram i weźmie udział w życiu codziennym. Nie wiem jednak czy gdziekolwiek na świecie znajdziecie grupę z marmuru wyciosana, tak śliczną i zachwycającą, jaka znajduje się tu, pomiędzy głównym ołtarzem, a katedrą św. Piotra, czyli oryginalnem krzesłem drewnianym, na krórym pierwotnie siadywał książę Apostołów! Tu pochowane są zwłoki Papieża Pawła III, który panował od 1535 do 1549 roku. Pomnik był rzeźbiony przez artystę Wilhelma delia Porta. Roboty jednak dozorował sam mistrz wszystkich mistrzów, Michaelo Angelo. Grupa jest z białego marmuru. Papież stoi ubrany w szaty papieskie. Postać szlachetna, dbrotliwa i jedna z najpiękniejszych. Zdaje się, że żyje! Wsparte o wieko trumny, dwie figury siedzące, przedstawiają cnoty charakterystyczne Papieża, mianowicie Roztropność i Sprawiedliwość! Pierwsza jest portretem młodej matki Papieża, Joanny Caetani; druga znowu podobizna siostry Papieża, hrabianki Julii Farnese. Patrzącemu zdaje się, że i te dwie figury lada chwili powstaną, wyjdą z niszy, zmieszają się ze zwiedzajacemi i wyjdą na ulice. Znawcy i artyści podziwiają każdy szczegół tej grupy i popadają w zachwyt. Zawsze tu stoi gromadka zainteresowanych. Pamiętam, że kiedym kończył studia w Rzymie, właśnie do Rzymu przyjechał jakiś rzeźbiarz z Francji. Kiedy stanął przed tą grupą, zakochał się w posagach z martwego marmuru. Przekonany, że nigdy nie będzie mógł dorównać, a nawet porównać swej pracy do tej, złożył pocałunek gorący na czołach posagów, nagłym ruchem wyciągnął rewolwer z kieszeni i wpakował kulę ołowianą w swoją skroń. Skonał u stóp uwielbianego posągu! Od tego wstępu do dzisiejszego przemówienia, pod tytułem

POSĄG ŻYJĄCY!

Raz jeszcze uwagi moje kieruję szczególnie do umysłów i serc młodzieży naszej. Ręka mistrza trzymając w garści młot i dłuto zdolna jest wyciosać z bryły niekształtnej postacie, które zachwycają nas swymi szlachetnemi i porywajacemi wyglądami, mimo że to zawsze tylko marmur, granit lub kamień! Są to jedynie posagi martwe bez duszy i bez życia! Czyśmy jednak kiedy zastanowili się kiedykolwiek chociaż tylko nad tymi posągami żyjacymi, które wychodzą spod mistrzowskich palców Stwórcy Boga? Mam na myśli ciało ludzkie! Ciało ludzkie, ta najsubtelniejsza maszyna na świecie, zawierająca najdelikatniejszy mechanizm, przechodzący pojęcia najbystrzejszego rozumu ludzkiego! To ciało fizyczne samo w sobie, jest utworem Mistrza Boskiego. Utworem doskonalszym od wszelkich wysiłków ludzkich, ponieważ to odbitka i podobieństwo obrazu kiedyś nakreślonego przez architekta, budowniczego i artystę Stwórcę-Boga! Ten posąg materialny i fizyczny ożywiony jest cząstką, czyli tchnieniem Stwórcy; ozdobiony umysłem przenikliwym i uszlachetniony uczuciami serca! W ciele ludzkiem nie ma nic brzydkiego, nic złego, nic nieczystego; wszystko ciało, całe ciało to dzieło Boga artysty-twórcy! Ciało człowieka jest szlachetne i również szlachetne i wyniosłe są zadania, czyli cele każdej cząstki data ludzkiego! Dlatego Apostoł narodów w jednym miejscu nazwał ciało człowieka "własnością Boga", w innym zaś nawet "świątynią Pańska". Sławny znów Ks. Kneipp pisał tak: "Będziemy musieli kiedyś zdać Bogu rachunek, jak obchodziliśmy się z ciałem naszym, tym mieszkaniem ducha nieśmiertelnego i narzędziem do wypełniania obowiązków zawodowych!

Wypływają więc pewne obowiązki względem tego ciała, mianowicie, każdy człowiek powinien troszczyć się i dbać o utrzymanie tego ciała nie tylko przy życiu, lecz przy najlepszym możebnie zdrowiu! Jeśli prawdą jest, co twierdzi przysłowie ludowe, że "czystość — to połowa zdrowia", obowiązkiem każdego jest trzymać schludnie i czysto całe ciało; kiedy mówię całe ciało, to pełne ciało, nie wykluczając ust, zębów i paznokci! Ja znam ludzi od ćwierć wieku, którzy stronią od wanny jakby była otwartą paszczą jakiegoś smoka zaklętego, albo trąbą słoniową czyhającą, aby zdusić na miazgę ofiarę swoją! Mamy też pewnych dziwaków, którzy oszczędzają na szczotkach i na proszku do czyszczenia zębów, a paznokciami mogliby wykopać nieboszczyków z głębokich grobów! Nie wolno zapominać o schludności w całym domu, w każdej izbie,
a szczególnie w sypialni! Nie uciekać i nie chować się przed świeżym powietrzem! Czy to nie śmieszne, aby zatykać każdą szparę, nawet dziurkę od klucza, na czas pory zimowej, zabijać okna, aby przypadkowo do wnętrza mieszkania nie dostała się falka świeżego orzeźwiającego i zdrowotnego powietrza. W takich pomieszkaniach powietrze jest zakiszone, twarde i ciężkie, że można je krajać na kawałki, jak tort poznański! Przez cztery miesiące swędy pokarmów gotowanych — smażonych — pieczonych i przypalanych mieszają się z wyziewami ciał ludzkich i tworzą pułapkę na zdrowie mieszkańców! Jestem przekonany, że niejedni oburzą się na mnie, kiedy powiem, że nasi szczególnie nadużywają pokarmów i napojów. Są pod wrażeniem, że ich żołądek to prawdziwy "boiler" stalowy. Dlatego pakują do niego jak najwięcej mięsiwa, dzień po dniu, rok po roku. W końcu, ta jedna z najgłówniejszych części maszynerii ludzkiej załamuje się całkowicie! Nie chcemy zrozumieć, że umiarkowanie w jedzeniu i piciu podtrzymuje zdrowie i na lata przedłuża życie! Są też dolegliwości i choróbska ciała, które można wyleczyć tylko przez ścisłe poszczenie! Warto sobie to tak cenne, a zarazem tak tanie lekarstwo spamiętać i do siebie, szczególnie w czasie Postu Wielkiego zastosować!

Wreszcie popełnia grzech każdy, kto opuści i zaniedba się do tego stopnia, że w ciężkiej chorobie nie chce zawołać doktora i nie chce używać przepisanych lekarstw, które by przyczyniły się do odzyskania zdrowia systemu. Przy tym wszystkim jednak nie powinien człowiek zapominać rady roztropnej podanej nam przez św. Bernarda: "Miłuj więc ciało swe tak, aby nie wyglądało to jak gdybyś sam wyłącznie stał się ciałem: miłować należy swoje ciało, ale jeszcze więcej swoją duszę!"

Ludzie, szczególnie w czasach obecnych, stracili z oczu prawdziwe znaczenie, piękność i szlachetność ciała ludzkiego! Sami, własnymi rękoma podcinają te posągi obdarzone zaletami, darami i łaskami Stwórcy! Już nie zważają na to co jest dozwolone lub zakazane, lecz kierują się wyłącznie tym co inni robią. To zaś nie tylko, że nie zawsze na pochwałę sobie zasługuje, bo jest dobre, uczciwe, korzystne i cnotliwe, lecz przeciwnie, pociąga za sobą naganę i potępienie, bo krzywdzi ciało, niszcząc zdrowie i rujnując życie! Pewnych nadużyć, aby nie obrazić uczuć delikatności wcale nie tykam. Mimo twierdzenia, że w czystym wszystko jest czyste, ja jeszcze w życiu nie widziałem ani białego kominiarza, ani przechodnia, który by stąpając po kałuży, nie zbrukał swych butów lub trzewików! A więc mimo nowomodnego hasła, że szczerość i otwartość nowoczesna wymaga, aby mówić wszystko wszystkim, wolę położyć palec na ustach i — milczeć. Szczerość bowiem nieraz jest za naga, a otwartość za brutalna!

Wytykam jednak jedno nadużycie, to jest nieumiarkowanie w piciu! Chyba nic nie wyrządza naszemu życiu, zdrowiu i szczęściu tyle krzywdy i szkody co butelka, szklanka i kieliszek! Miasto sięgać po przykłady do Pisma św, lub do ksiąg starożytnych, biorę do ręki list z 9-go lutego br. i czytam:
"Jest nas sześcioro w rodzinie. Ojciec, matka i cztery siostry. Najstarsza dwudziestopięcioletnia jest zamężna. Druga liczy 23 lata, jest nauczycielką. Trzecia, 21-letnia, spełnia obowiązki prywatnej sekretarki. Ja mam lat 19 i chodzę na wykłady prawa. Moi rodzice ślubowali dwadzieścia siedem lat temu. Te 27 lat były jednem pasmem cierpień dla matki z powodu ojca-pijaka. Nasz ojciec od czasu jak tylko pamiętamy siebie upijał, a nas bił i katował. Przez co nasz dom zawsze był piekłem na ziemi, zamiast świętością i pokojem, w którym moglibyśmy żyć jak istoty ludzkie. Nikt się nie dowie jak złym i przewrotnym był nasz ojciec, bo matka, "God bless her", zawsze wszystko ukrywała. Nie ma lepszego ojca od naszego kiedy on jest trzeźwy, lecz właśnie jest to, że on bardzo mało jest trzeźwy! Wczoraj przyszedł do domu zadąsany i podpity. Zaczął nie tylko mruczeć pod nosem, lecz głośno krzyczał, odgrażając się nam, że on nam pokaże, że musi być tak jak on chce, bo on jeszcze "boss" we własnym domu. Moja siostra prosiła go aby się uspokoił i zasiadł do stołu. On się rozgniewał i zaczął wołać na głos, że ma prawo wypić sobie jeszcze jednego na apetyt i mu tego nikt nie zabroni. Myśmy nie mówiły ani słówka. To go jeszcze gorzej pogniewało. Skoczył do drugiej izby i powrócił z paskiem w ręku. Klnąc, rzucił się na nas jak furiat, okładając nas pasem, nie patrząc gdzie. Oczy mu wyszły na wierzch, spocił się, a bić nie przestał. Nigdym go jeszcze nie widziała w takim stanie. Brzydota lała mu się z ust jak pomyje! Wstydzę się sama, że tak opisuję własnego ojca, lecz już dalej nie mogę! Moja starsza siostra, która dopiero powróciła ze szpitala przed ośmiu tygodniami i jeszcze słabuje upadła pod cięgami. Widząc to, z rozpaczy chwyciłam kawał grubego drzewa i chciałam mu głowę rozbić. Jednak wydarł ten kloc z mojej ręki. My nie nienawidzimy naszego ojca, nie lubimy go jednak. Może nawet litujemy się nad nim. Żal nam ogromnie matki naszej, która mimo, że jeszcze musi chodzić do roboty, nie ma w nagrodę nic jak tylko niespokój i smutek. Drugie dzieci mają tak dobrych ojców, czemu nasz nie jest taki? Gdyby tylko zaprzestał się upijać, to wiem, żeby się wszystko
u nas w domu zmieniło. My już nie wiemy co zrobić." — Chyba moje komentarze są tu zbyteczne.

Jeszcze jeden list. Pisany ręka niepewną mający na sobie plamy łez.
"Drogi Ojcze Justynie! Mam sprawę, która mnie ogromnie trapi. Jestem w dwudziestym roku życia i najstarsza w domu. Mam cztery siostry i trzech braci, najmłodszy liczy dopiero pięć lat. Pracuje od czternastego roku. Tata nasz jednak nie pracuje już od dziewięciu lat, nie dlatego że nie może, lecz dlatego, że nie chce, bo zawsze ciężko pił. I lubi pić. Teraz dostał prace na dwa dni w tygodniu. Cóż z tego jeśli nie ma tygodnia w którym by nie był pijany od niedzieli do czwartku. Nigdy nie mieliśmy w życiu żadnej dobroci, tylko zawsze biedę. Dlatego mama zawsze miała utrapienia. Skutkiem czego dostała choroby serca! Strasznie nam przykro, bo my wszyscy staramy się i moglibyśmy mieć wiele lepiej, lecz cóż z tego, kiedy nasz ojciec przepija i długi musimy płacić. A co za wstyd przez to!" — Ja nie mogę zrozumieć jak wódka może człowieka opętać do tego stopnia, że posąg żyjący mający być świątynia, zamienia się w chlew, gdzie pełno brudu, robactwa, stechlizny i zgnilizny!

Dodam jeszcze jedna perłę. Przepraszam że tak się ośmielam wyrazić, lecz muszę. "Proszę przemówić na radio coś do żon i ojców pijaków. Jestem żonaty dwanaście lat. W tym czasie miałem spokój tylko przez dwa miesiące, kiedyśmy to mieszkali z dała od ojców. Wtenczas prosiła mnie żona, abyśmy przenieśli się do jej rodziców. Poszedłem, lecz wnet żałowałem, bo to był dom przekleństwa, zemsty i pijaństwa. Pan ojciec ma jeszcze dwie córki; jedna już w szpitalu, bo zawsze latała po nocach i nabawiła się takiej strasznej choroby, z której się już nigdy nie wyleczy, a druga to tak pije jak pan ojciec i moja żona. W dodatku mawiają do mnie, że kto chodzi do kościoła i daje ofiarę, to ma już w piekle miejsce zapewnione. Wierzą jednak w zabobony i latają po wróżkach."

No, na dziś kończę! Rozpocząłem z opisaniem posagów martwych, marmurowych w majestatycznej bazylice św. Piotra. Przeszedłem do posagów żywych, wyniosłych, szlachetnych dzieł Stwórcy. Skończyłem na tych, którzy topią umysł, niszczą serce, mordują dusze i posągi piękne, oko zachwycające, zamieniają w jakieś potwory czyhające na zdrowie pokój i szczęście swoje i drugich! Pamiętajmy, że dla "nieumiarkowych wielu umarło!" A więc zawsze i wszędzie, szczególnie w Poście św. ćwiczmy się w umartwieniach!