TCHÓRZE MAJĄ STRACH! - pogadanka o. Justyna z 12.03.1939 r.

Podróżując, człowiek wiele słyszy i bardzo wiele widzi. Jeśli zaś posiada dar spostrzegawczy, niemało się nauczy! W podróżach napotyka się na sceny, widzi się obrazy, których nie można zapomnieć. Wbijają się tak głęboko w pamięć, że mimo starań nie dadzą się stamtąd wyrwać! Na mnie nigdy nic nie robi takiego wrażenia jak morze, czy ono spokojne, czy burzliwe! Widzę w nim bowiem obraz ludzkości całego świata. Raz spokojne, to znów nieco rozkołysane falkami niepokoju, a w końcu rzucane na wsze strony szumiącymi i huczącymi bałwanami niezadowolenia, podejrzliwości, strachu i wszystkich innych zaburzeń które szczególnie w czasach obecnych biją w ludzi! Lata temu mało było kapliczek na okrętach transatlantyckich. Ksiądz musiał odprawiać w sali balowej. Ustawiano czasowy ołtarzyk, tak, że w czasie odprawiania Mszy św. kapłan widział przed sobą wody morskie! Pamiętam, że nieraz odprawiałem, przerażony majestatem i potęgą morza. Z naturalnych mocarzy, to Goliat, któremu człowiek nie da rady! Nawet kiedy śpi spokojnie budzi w człowieku pewną obawę! Kiedy jednak wiatry zaczną smagać grzbiet morza, wtenczas olbrzym napawa ludzi trwogą i przerażeniem! Strach ogarnia i łamie najzuchwalszych. Każdy z obawą i zatrwożeniem oczekuje chwili kiedy okręt się załamie pod biciem i rzucaniem bałwanów!

Przy końcu stycznia, bieżącego roku, do portu nowojorskiego przyjechał motorowiec Yulcania. Przywiózł ze sobą 360 pasażerów każdy z których opowiadał szczegóły ogromnej burzy, napotkanej w pobliżu wysp Azorów. Burza wywołała panikę na okręcie. Niektóre z kobiet popadły w histerię, kiedy przez przeszło dwie godziny okręt rzucany był jak piłka przez olbrzymie lawiny wody, smagany gęstym i ciężkim deszczem, oraz pędzony wichrem, który przybrał rozmiary huraganu. Wicher złamał główny maszt, pozrywał liny pokładowe i zdruzgotał aparat radiowy. J. M. McClelland, właściciel dziennika w Longview, Wash., twierdził, że sześciu pasażerów odniosło poważne uszkodzenia cielesne, a około połowa wszystkich doznała mniejszych pokaleczeń! "Bałwany zalały nie tylko pokład, lecz nawet przykryły wierzch motorowca, tłucząc okna i wyrywając okiennice. Huragan uderzył w okręt o 12:30 w południe, pędząc około 125 mil na godzinę! Nie myśleliśmy, że przeżyjemy. Wszystkich opanował szał histeryczny. Ludzie wrzeszczeli rozpaczliwie, a kobiety omdlewały. Wszyscy się modlili.
Nawet tacy, którzy do tej chwili nigdy modlitwy nie znali!"
Po tym wstępie, do przemówienia pt.

TCHÓRZE MAJĄ STRACH!

Świat dziś roi się od ludzi wystraszonych! Strach zaś ma wielkie oczy. Młodzież samego życia się boi! To nie przesada. Prawda wyjęta z ust młodzieży. Posłuchajcie: "Nie mam odwagi, aby walczyć o mój byt. Po co? aby tylko tak z dnia na dzień pracować, prawdopodobnie, aby wystarczyło na jedzenie i ubiór." Nie widzę sensu w życiu ludzkim!" — Szkoda, że tak wyraża się istota stojąca na progu życia! Pokazuje to tylko na brak wiary w Opatrzność, na brak wiary w siebie i na brak wiary w ludzi, albo jak przed kilku miesiącami mówił Ojciec św. Pius XI do sześciuset nowożeńców, "dziś nie ma ducha prawdy, miłości, ani względu na ludzkość! Zdaje się, że ludzie całkowicie zapomnieli, że człowiek ma wiele innych celów w życiu, jak tylko aby się zbroić, wybić nawzajem i zniszczyć jeden drugiego w najbrutalniejszy sposób! Społeczeństwo wyczekuje nowych obywateli, przejętych duchem prawdy, miłości i dobrotliwości ludzkiej. To co nie jest chrześcijańskie, nie jest ludzkie, i to co jest antychrześcijariskie, jest antyludzkie!" Tyle Pius XI.

Kłamstwo, fałsz, nienawiść, minują podwaliny życia rozumnie ludzkiego i wypełniają dusze ludzkie; skutkiem czego ludzie są podejrzliwi i obojętni; uciekają przed obowiązkami; kryją się przed odpowiedzialnością, szukają najłatwiejszego wyjścia z okoliczności życiowych, bez względu na środki, czy one są dozwolone, lub nie! Przez takie postępowanie popadają w coraz to nowe i większe kłopoty. Prowadzą marny żywot, bo zawsze w obawie, niepewności i strachu! Formalnie umierają codziennie! Jakiś pisarz angielski nakreślił takie znamienne zdanie: "Tchórze umierają wiele razy przed śmiercią, odważny raz tylko kosztuje śmierci!"

Życie ludzkie nigdy nie było wolne od trosk i kłopotów! Koło pałaców mocarzy i bogaczy, tak samo jak wokoło domków i strzech biedaków, wszędzie krąży widmo niepewności, kłopotu i strachu! W czasie wojny światowej wśród żołnierzy krążyła taka historyjka. Kto wie, czy za cel nie miała, aby dodawać odwagi młodym żołnierzykom, którzy po raz pierwszy znaleźli się w transzach i nad którymi krążyła śmierć. W pewnej transzy obok siebie leżeli dwaj żołnierze. Jeden to weteran, który od miesięcy znosił niewygody i patrzał na straszne wypadki. I nic sobie z tego nie robił. Obok niego, nowo przybyły. Za każdym wystrzałem ze strony nieprzyjacielskiej nie tylko trząsł się ze strachu, lecz wił się na ziemi, jakby chciał się w nią wgryźć! — Co ci jest, żeś taki wystraszony? — pyta weteran. — Boję się, aby kula we mnie nie uderzyła! — Słuchaj chłopcze. Nie każda kula trafia, bo chociaż ludzie mierzą i strzelają. Bóg kule nosi. Inaczej już dawno byłaby się wojna skończyła, bo żołnierzy byłoby zabrakło. Zresztą, — cedził z rozmysłem i powolnie — zresztą o co i dlaczego mieć strach i się martwić? Jedno z dwóch cię spotka. Albo cię kula postrzeli, albo ujdziesz cało! Jeśli ujdziesz cało, nie masz o co się martwić! Jeśli kula cię przeszyła, znów możesz się spodziewać jednej z dwóch rzeczy. Albo odniesiesz śmiertelne rany, albo tylko lekkie. Jeśli tylko lekkie, to wyzdrowiejesz. O co więc i dlaczego się martwić? A jeśli odniesiesz śmiertelne pokaleczenia? Wtenczas skończą się wszystkie twoje kłopoty i zmartwienia!

Pozwalać na smutne i posępne myśli w sprawach życia codziennego, tym bardziej zaś malować we własnej wyobraźni rozmaite trudności i kłopoty możliwe, to nic innego jak narażać się na kalectwo duchowe i fizyczne. Bojaźń, obawa, strach i zmartwienie sprowadzają więcej wypadków śmierci, aniżeli choroby suchot lub raka! Jedni martwią się o przeszłość, drudzy o przyszłość. Są tacy, którzy pamięcią powracają do lat dziecinnych, szperają pomiędzy zdarzeniami, wynajdują jakieś szczegóły i kłopocą się. Pytają się, czy to w rzeczywistości było tak lub inaczej. Martwią się, tracą apetyt, spać nie mogą. Straszny wywiera to skutek na system nerwowy! Niejeden opuszcza ręce. Traci chęci do pracy nawet do życia samego. Drugi ze zmartwienia popada w rozpacz albo w obłęd i staje się kaleka umysłowym! Gdybyśmy tylko chcieli zrozumieć, że nie ma człowieka na świecie, który kiedyś nie zrobił pomyłki, któremu kiedyś dusza się nie poślizgnęła albo noga nie podwinęła, wnet byśmy przyszli do siebie, i odzyskalibyśmy równowagę! Pokazuje to na brak wiary w Boga! Czytamy u Ewangelisty św. Mateusza, że Piotr pewnego razu przystąpił do Zbawiciela, który co dopiero ukończył kazanie o dobroci, miłosierdziu i przebaczaniu, i rzucił Chrystusowi takie pytanie: "Panie, gdy brat mój zgrzeszy przeciwko mnie, ile razy mam mu odpuścić? aż do siedmiu razy?'7 Mówi mu Jezus: "Nie powiadam ci aż do siedmiu razy. ale aż do siedemdziesiątkroć siedmiu razy!" Zresztą Zbawiciel właśnie dla takich ustanowił Spowiedź świętą. Mamy konfesjonał! Czemu tam nie zajrzysz i czemu nie pozbędziesz się twoich dawnych i obecnych bólów, braków, upadków i pomyłek? Wnet znikną obawy, troski niepokoje i zmartwienia! Zresztą czy przez martwienie się i kłopotanie naprawisz dawniejsze pomyłki lub usprawiedliwisz twoje upadki? Wiesz, że nie. Jeśli co, to powinniśmy przejrzeć kalendarz całego życia, naznaczyć nasze wady, braki i upadki i wyciągnąć z nich naukę i wskazówki, tak aby się w przyszłości nie powtórzyły! A co nam pomoże lękać się przyszłego roku, obawiać się następnego miesiąca, mieć strach przed jutrem? Co? Zawsze myślimy o rzeczach, które mogą się stać, a które w rzeczywistości się nie staną. I to nas napełnia trwogą i przestrachem!

Pisał ktoś, że bezustannie i przez całe życie z olbrzymim wysiłkiem wspinamy się na góry, na które nigdy nie napotykamy i budujemy mosty przez strumienie, przez które nigdy nam nie będzie potrzeba przechodzić. Nasza narodowość szczególnie zasługuje na miano narodu skłopotanego i wystraszonego. Jedni żyją w strachu o oszczędności, o pracę, o wojnę, o koniec świata! Drudzy martwią się ogromnie o pogodę o zdrowie o powodzenie! Żyją w bezustannej obawie i w ciągłym strachu! Tu przypomina mi się pewien wypadek z czasów Chrystusa. Opis znajdujemy u św. Łukasza. "Uczniowie wstąpili znowu do łodzi, aby powrócić do Kafarnaum. Było już późno w wieczór. Powstał wielki wiatr i pędził wały naprzeciw łodzi, tak, iż z wielką trudnością posuwali się naprzód. Nad ranem przystąpił do nich Pan Jezus, który naówczas chodził po morzu! Gdy Go uczniowie obaczyli, przestraszyli sig bardzo, sądząc że widzą jakieś widmo, i wołali z trwogi. Pan Jezus zaś przemówił do nich dobrotliwie: "Nie bójcie się Jam jest!" Rzekł doń Piotr: "Panie, jeśli Ty jesteś, każ mi, abym przyszedł do Ciebie po wodzie." Pan Jezus odpowiedział: "Chodź!". Wtedy Piotr wystąpił z łodzi i szedł Mu naprzeciw po powierzchni wody. Gdy jednak obaczył od silnego wiatru wzburzone wały, przestraszył się i począł się zanurzać w wodę! Zawołał tedy: "Panie, ratuj mnie!" Pan Jezus wyciągnął doń rękę i rzekł: "Małej wiary, dlaczegoś zwątpił?" Wstąpili tedy wespół do łodzi i natychmiast wiatr uspokoił się i łódź wkrótce przybiła do drugiego brzegu Genezaret."

Wichury, niepewności, fale i wały zwątpienia i przestrachu biją w osłabioną ludzkość, biją coraz to silniej, osłabiając coraz to więcej chwiejącą się ludzkość, mimo że Chrystus dobrotliwy chodzi po ziemi, smutnie wpatrzony w świat błądzący. Chce wyciągnąć do świata swe dobroczynne ramiona, aby ludzi zaprosić do siebie, przytulić ukoić i uspokoić, lecz niestety, daremnie! Daremnie ponieważ dziś "to ludzie małej wiary!"
Już słyszę jak niejedni wymawiają mi, że dobrze mi tak mówić, ponieważ jestem zakonnikiem, nie mam kłopotów, ani żadnych trudności itp. Proszę posłuchać mnie cierpliwie. Na szczęście prawda bez żadnej mojej zasługi, zostałem z pomocą Boską biednym franciszkaninem. Na moje nieszczęście zostałem i jestem przełożonym. Ja twierdzę, że w ten sposób Bóg mnie ukarał za moje grzechy. Kto zaś nie wie, że urząd przełożonego wkłada na barki człowieka rozmaite trudy i ciężary, szczególnie odpowiedzialność przed władzą na ziemi i przed trybunałem Boskim? Trzeba to wszystko przyjąć z rąk Opatrzności, i iść dalej z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc, z roku na rok! Prawda nieraz człowiek gnie się aż czołem ziemi dotyka, ale sztuka jest w tym, aby się nie dać złamać. Upaść też się zdarzy, powstać jednak trzeba. Aby tego dokonać, trzeba mieć wiarę mocną, głęboką, prostą, najpierw w Boga, potem w siebie, wreszcie w ludzi! Zawsze się starać! Zrobić to co możemy i jak najlepiej umiemy. Resztę; zostawmy Opatrzności! Róbmy jak robił Wojtek, który tak kończył każdy dzień: "Panie Boże, twój biedny Wojtek zrobił swoje. Teraz Ty Boże rób Twoje!'' — I nasz Wojtek żył w zadowoleniu przez długie, bardzo długie lata!

Kłopoty zawsze będą z nami. Takie przeciętne, codzienne, życiowe! Nasze kłopoty się skończą dopiero kiedy oczy zamkniemy i do trumny nas włożą! Po co obawiać się kłopotów, które mogą przyjść, a które prawdopodobnie wcale nie przyjdą? Przecież to właśnie zmniejsza naszą odporność fizyczną, minuje siły, wystrasza nas, i zmusza nas abyśmy radzili się doktorów! Mimo, że przyszłość wygląda niepewnie i niespokojnie, żyjmy dniem dzisiejszym; jutro przecież to drugi odmienny dzień. W tej chwili, niejeden jest chory, jutro na rozkaz doktora wstanie; niejeden też dziś ze śmiercią się pasuje. Jutro nad ranem minie go gorączka, i będzie na drodze do odzyskania zdrowia; niejeden co od miesięcy nie miał roboty, jutro dostanie zawiadomienie, aby do fabryki powrócił! Iluż zaś, którzy dziś siedzą na krawędzi tęczy szczęścia i powodzenia, jutro zajmią stanowiska mniej wesołe i szczęśliwe! Królowie, cesarzowie i inni wielcy, którzy myśleli, że ich panowanie i powodzenie wiecznie trwać będzie upadli lub upadają. Biedacy zaś, nieznani, a nawet odrzuceni, wybili się na widownię świata, wyrobili się i dorobili się majątku! Fortuna kołem się toczy, i jak nasi rozumnie mawiali: "dziś pod koniem, jutro na koniu!"

Nikt z nas nie wie, co mu przyszłość przyniesie, a tego nasze obawy, nasze lęki i nasze strachy nie zmienią. Te czynniki jednak nas zmienią. Zamienią nas ze zadowolonych i spokojnych ludzi na istoty narzekające, bolejące, oczekiwające niepowodzenia, klęski, choroby i śmierci! Pozbądźcie się takich pogrzebowych zapatrywań na przyszłość. Precz z obawą i przestrachem i martwieniem się!

Często bardzo często, przychodzą na nas chwile, w których wydaje się nam, że życie nasze jest jedną mieszaniną, raczej zamieszaniem. Nie jesteśmy w stanie rozpoznać czy stoimy na miejscu czy też idziemy naprzód, czy też się cofamy. Sprawdza się to szczególnie w czasach naszych, w których tyle i tak częstych zmian we wszystkim. Patrząc na lata minione, widzimy tylko nasze pomyłki, mniejsze i większe! Pamiętamy tylko zło; zapominamy o dobrym. Zatrzymując się nad teraźniejszością, widzimy tylko trudności, przykrości i ciężary. Zapominamy o szczęśliwej i radosnej stronie życia! Patrząc w przyszłość, przedstawia się ona nam jak ta ogromna, czarna, nisko tuż nad na-szymi głowami, wisząca chmura, pełna grzmotów i piorunów, grożąca nam roztrzaskaniem i rozbiciem! Jutro i pojutrze przedstawia nam się nie tylko pochmurno lecz ciemno! Zamknij szczelnie oczy na to jutro i pojutrze. To nie twoje! Myśl o dzisiaj, właściwie o tej chwili. To jeszcze twoje, a więc wykorzystaj ile tylko możesz! Bądź sumiennym. Włóż całe twe serce i zwróć wszystkie twoje zdolności na to, co teraz robisz! Zapomnij o przeszłości. Nie chciej rozedrzeć zasłony, kryjącej przyszłość. Żyj w teraźniejszości! Mimo chwil zmęczenia, oraz zniechęcenia, że daremne są nasze wysiłki i starania, zawsze powiedzmy sobie: "Z pomocą Boską zrobię to — i wiem, że mogę!" Zresztą chciejmy zrozumieć, że dziś ludzie za wielkie znaczenie kładą na czysto materialne rzeczy! Wokoło tych, prawie wyłącznie, obracają się wszelkie prace i starania ludzi! Ludzie żyją w bezustannej obawie, strachu i zmartwieniu, aby tych nie utracić! Są inne więcej wartościowe rzeczy, dla których warto żyć! Masz zacną żonę, dobre dzieci, życzliwych przyjaciół, nieskalane nazwisko! Po co się więc tyle martwić i z takim strachem oczekiwać jutra? Pamiętaj, że strach ma wielkie oczy. I tylko tchórze patrzą z obawą i przestrachem na życie!