KRZYŻ BARANKA - pogadanka o. Justyna z 2.04.1939 r.

Dziś Niedziela Palmowa! Jesteśmy na progu Wielkiego Tygodnia! W tych następnych dniach, Kościół katolicki, zwraca uwagę wiernych na mękę i śmierć Chrystusa Zbawiciela. Z cierpieniami za Zbawiciela, z męką Jego i śmiercią, jak najściślej złączony jest — Krzyż! Krzyż, ten krzyż, od którego za życia wszyscy uciekają, który od siebie odpychają lub nawet odrzucają — ten sam krzyż, do którego w godzinę śmierci powracają i w cieniach którego umierać pragną. Nieraz pytam się zdziwiony: dlaczego nawet takim, którzy za życia ten krzyż nienawidzili i z tego krzyża szydzili, nawet tym, po śmierci do rąk wkładają krzyż? Ponieważ ten krzyż jest nie tylko godłem chrześcijanina wierzącego w naukę Krzyża, lecz jest zarazem symbolem zwycięstwa nad śmiercią i nadzieją zmartwychwstania przyszłego, oraz znakiem i świadkiem bolesnych i ciężkich przejść na drodze pielgrzymki życiowej! Pewien uczony protestant woła tak: "Jednak krzyż to godło zbawienia, któryście zatknąć powinni wszędzie, nie tylko na waszych kościołach! Owszem On jaśnieć powinien i na waszych gmachach publicznych, na waszych pałacach, aby wam przypominać, że i wy macie swe obowiązki, że i was za grzechy czeka sąd straszny. "Jeżeli na zielonym drzewie to czynisz, cóż będzie na suchym?" Krzyż powinien także swe dobroczynne ramiona rozciągnąć nad chatą ubogiego, aby mu przypominać, że dzieląc z Chrystusem cierpienie, upokorzenie, poniżenie, trud i niedostatek, dzielić z Nim może także Jego chwałę, byleby był cierpliwym. Na krzyż powinni zwracać swe oczy wszyscy, i wielcy i mali, aby się uczyć pokory, zaparcia siebie, aby się zaprawiać do walki z pychą i innymi namiętnościami, które przeciw duchowi w ciele ich walczą! Sam widok krzyża powinien wywołać uczucia zbawienne. Przemówienie dzisiejsze, poświęcam z czcią i pokorą temu Krzyżowi, któremu dziś tylu bluźni i któremu tvlu złorzeczy!

KRZYŻ BARANKA

Wybieram opis zostawiony nam przez Tomasza a Kempis, "W Naśladowaniu Chrystusa!" "Twardą zda się dla wielu ta mowa: Zaprzyj samego siebie, weź krzyż swój i idź za Jezusem! Lecz nie równie przykrzej będzie usłyszeć ten wyrok ostateczny: Idźcie ode mnie przeklęci, w ogień wieczny. Ci, którzy teraz chętnie słuchają
słowa o krzyżu i spełniają je, nie będą się obawiać w on czas, gdy zagrzmi głos potępienia wiecznego. Ten znak krzyża ukaże się na niebie, gdy Pan sądzić przyjdzie. Wtedy wszyscy słudzy krzyża, którzy w tym życiu naśladowali Ukrzyżowanego, przystąpią z wielką ufnością do Chrystusa, Sędziego swojego. Dlaczegoż więc obawiasz sig wziąść na się krzyż, który do królestwa prowadzi? W krzyżu zbawienie, w krzyżu życie, w krzyżu obrona od nieprzyjaciół; w krzyżu źródło niebieskiej słodkości, w krzyżu moc ducha, w krzyżu wesele serca, w krzyżu szczyt cnoty, w krzyżu doskonałość i świętość. Nie masz dla duszy zbawienia, ani nadziei wiecznego żywota poza krzyżem. Weź więc krzyż swój i idź za Chrystusem, a zajdziesz do żywota wiecznego. Szedł On przed tobą, dźwigając krzyż swój, i na krzyżu umarł za ciebie, ażebyś i ty dźwigał krzyż swój i pragnął umrzeć na krzyżu. Albowiem, jeśli z Chrystusem umrzesz, z Chrystusem żyć będziesz. Jeśli będziesz towarzyszem cierpienia, będziesz też towarzyszem chwały Jego. Otóż wszystko zawiera się w krzyżu i wszystko w tym się streszcza, aby umrzeć samemu sobie; i nie masz innej drogi do żywota i do prawdziwego, wewnętrznego pokoju, prócz drogi Krzyża świętego i codziennego umartwienia. Idź, dokąd chcesz i szukaj, czego chcesz, a nie znajdziesz ani na niebie wznioślejszej, ani na ziemi bezpieczniejszej drogi nad drogę Krzyża świętego! Układaj i urządzaj wszystko, jak ci się podoba i najlepiej zdaje, a przekonasz się, że wszędzie cierpieć trzeba, bądź dobrowolnie, bądź z musu, a tak zawsze krzyż znajdziesz; bo albo boleści ciała albo utrapienia duszy doznawać będziesz. Niekiedy Bóg cię odstąpi, niekiedy bliźni prześladować cię będą, a co większa, często sam sobie ciężarem będziesz. A wtedy żadne lekarstwo nie pomoże, żadna pociecha nie ulży cierpieniom; lecz musisz cierpieć, dopóki Bóg zechce. Albowiem Bóg chce, abyś się nauczył znosić uciski bez pociechy i abyś Jemu zupełnie się poddawał, a przez cierpienia coraz pokorniejszym się stawał. Nikt tak serdecznie nie odczuwa męki Chrystusowej, jak ten, komu się wydarzyło coś podobnego cierpieć. Krzyż przeto zawsze gotowy stoi i wszędzie cię czeka. Nie ujdziesz przed nim, dokądkolwiek byś się zapędził; albowiem gdzie bądź zajdziesz, poniesiesz sam siebie i znajdziesz sam siebie! Czy zwrócisz się w górę, czy na dół, zewnątrz, czy wewnątrz siebie, wszędzie krzyż znajdziesz i wszędzie potrzeba ci cierpliwości, jeśli chcesz mieć pokój wewnętrzny i dosłużyć się wiekuistej korony. Jeśli chętnie krzyż dźwigasz, on cię też dźwignie i zaprowadzi do pożądanego celu, to jest tam, gdzie koniec cierpieniom, które tu się nie kończą!

Jeśli niechętnie krzyż dźwigasz, sam sobie sprawiasz ciężar i samego siebie bardziej obciążasz, a jednak znosić go musisz. Jeśli odrzucisz krzyż jeden, niechybnie spotkasz drugi, może i cięższy jeszcze! Czyż myślisz, że unikniesz tego, czego żaden z śmiertelnych ominąć nie mógł? Któryż święty był na tym świecie bez krzyża i utrapienia? Bo nawet Pan nasz, Jezus Chrystus, dopóki żył, ani jednej godziny nie był bez boleści i męki. Trzeba było, aby Chrystus to cierpiał, aby z martwych powstał, i tak wszedł do chwały Swojej! Jakżeż ty śmiesz szukać innej drogi poza tą królewską drogą, drogą Krzyża świętego? Całe życie Chrystusowe było krzyżem i męczeństwem, a ty sobie szukasz spoczynku i rozkoszy? Błądzisz, błądzisz, jeśli szukasz czego innego, prócz cierpień; albowiem cały ten żywot śmiertelny, pełen jest nędzy i zewsząd naznaczony krzyżami. A im kto wyżej postąpi w duchu, tym cięższe częstokroć znajduje krzyże; albowiem im większa miłość, tym większą budzi tęsknotę w wygnaniu naszym. Ale nie jest bez ulgi i pociechy ten, kto w tak rozmaity sposób doświadczony bywa; czuje bowiem, że w miarę cierpliwego znoszenia, wzrasta w nader wielkie zasługi. Albowiem, gdy dobrowolnie się jemu poddaje, cały ciężar utrapienia niknie wobec ufności, że nawiedzi go pociecha Boża. A im bardziej ciało pod cierpieniami upada, tym silniej łaska umacnia duszę. Wskutek żądzy cierpień i znoszenia przeciwności, pochodzącej z żarliwej chęci naśladowania krzyża Chrystusowego, dochodzi dusza niekiedy do takiej siły, że ani by chciała żyć bez boleści i utrapienia; ponieważ wierzy, że tym milszą Bogu się staje, im więcej dla Niego cierpi. Nie jest to moc ludzka, ale łaska Chrystusowa, która tyle może i sprawia w ułomnym ciele, że na co natura wzdryga się i przed czym ucieka, to przez żarliwość ducha staje się pożądanym i miłym.

Krzyż dźwigać — krzyż miłować — ciało umartwiać i poddawać duchowi; unikać zaszczytów, chętnie obelgi znosić, sobą pogardzać i pragnąć pogardy; przyjmować przeciwności i szkody cierpliwie ponosić, a żadnego szczęścia i pomyślności na tym świecie nie żądać — wszystko to nie jest po myśli ludzkiej. Jeśli w siebie wglądniesz, poznasz, że nic takiego sam z siebie nie zdołasz. Lecz jeśli zaufasz w Panu, dana ci będzie moc z nieba, a świat i ciało będą poddane panowaniu twemu. I nie zlękniesz się nieprzyjaciela szatana, gdy wiara cię uzbroi, a krzyż Chrystusowy naznaczy. Usposób się więc, jako dobry i wierny sługa Chrystusowy, do mężnego dźwigania krzyża Pana twego, który z miłości ku tobie dał się ukrzyżować za ciebie. Przygotuj się do znoszenia wielu przeciwności i rozmaitych dolegliwości w tym nędznem życiu; bo taki jest twój los gdziekolwiek będziesz przebywał; tego naprawdę doświadczysz, gdziekolwiek byś się schronił. Tak to być musi. I nie masz innego lekarstwa na pokonanie strapień i boleści, jak umieć je znosić! Spełniaj kielich Pański, jeśli pragniesz być Jego przyjacielem, i mieć cząstkę w dziedzictwie Jego. Zdaj na Boga pociechy twoje; niech On je zlewa według upodobania Swego. Ty zaś przykładaj się do znoszenia cierpień i poczytuj je sobie za największe pociechy; bo utrapienia tego czasu niniejszego nie są godne przyszłej chwały, która się w nas objawi, a którą one wysłużyć mają, chociażbyś je wszystkie sam jeden wytrzymać zdołał.

Kiedy już dojdziesz do tego, że utrapienie stanie ci się słodkim i polubisz je dla Chrystusa, wtedy bądź pewien, że dobrze dzieje się z tobą, bo drogę do raju na ziemi znalazłeś. Dopóki zaś przykro ci jest cierpieć i przed cierpieniem uciekasz, dopóty źle z tobą się dzieje, i wszędzie troska za tobą pogoni. Jeśli przykładasz się do cierpienia i umierania sobie samemu, wkrótce szczęście i pokój znajdziesz. A chociażbyś z św. Pawłem porwany był aż do trzeciego Nieba, nie jesteś jeszcze przez to zwolniony od znoszenia przeciwności. "Ja mu ukażę — mówi Jezus — jako wielce potrzeba mu cierpieć dla Imienia Mojego." A więc potrzeba ci cierpieć, jeśli ci się podoba miłować Jezusa i służyć Mu wiernie. Bodajbyś był godny cierpieć dla Imienia Jezus! O, jakaż by stąd była chwała dla ciebie, jakaż radość dla świętych Pańskich, a zbudowanie dla bliźnich! Wszyscy wprawdzie zalecają cierpliwość, ale mało kto chce cierpieć. Słusznie powinieneś z chęcią pocierpieć nieco dla Chrystusa, gdy tylu innych tak wiele cierpi dla świata. Wiedz na pewno, że żywot twój powinien być ciągłym umieraniem sobie samemu. Im więcej kto umiera sobie, tym więcej żyje dla Boga. Nikt nie jest zdolny do pojmowania rzeczy niebieskich, jeśli się tak nie uniży, iżby chciał dla Chrystusa znosić przeciwności. Nie ma nic Bogu milszego, nic dla ciebie zbawienniejszego na tym świecie, jak chętnie cierpieć dla Chrystusa. A gdyby ci przyszło wybierać, powinien byś raczej życzyć sobie cierpieć dla Chrystusa, aniżeli doznawać pociech; bo tym sposobem zbliżysz się bardziej do Chrystusa i staniesz się podobniejszym Świętym Jego. Przecież zasługa nasza i postęp w zawodzie nie polega również na wielu słodyczach i pociechach, lecz raczej na znoszeniu licznych ucisków i strapień.

Gdyby było coś lepszego i pożyteczniejszego dla zbawienia ludzi nad cierpienie, niechybnie byłby Chrystus nam to pokazał słowem i przykładem. Lecz On i uczniów swoich, i tych wszystkich, którzyby za Nim iść chcieli, wzywa wyraźnie do noszenia krzyża i mówi; "kto chce iść za Mną, niech sam siebie zaprze i weźmie krzyż swój, a naśladuje Mnie!" Wszystko to odczytawszy i zgłębiwszy, wysnujmy wniosek, że "przez wiele ucisków trzeba nam wnijść do królestwa Bożego!"

Skłońmy pokornie głowy nasze i mówmy z uwielbieniem:
"Krzyżu święty nade wszystko,
Drzewo najszlachetniejsze
W żadnym lesie takie nie jest,
Jedno, na którym sam Bóg jest;
Słodkie drzewo, słodkie gwoździe,
Rozkoszny owoc nosiło.

Skłoń gałązki, drzewo święte,
Ulżyj członkom zbyt rozpiętym,
Odmień teraz oną srogość,
Którąś miało z przyrodzenia
Spuść lekkuchno i cichuchno
Ciało króla niebieskiego.

Tyś samo było dostojne,
Nosić światowe zbawienie,
Przez Cię przewóz jest naprawień,
Światu, który był zagubion
Który święta Krew polała,
Co z Baranka wypływała!"

W czasie wojny z Japonią wybuchła w państwie rosyjskim rewolucja, która zmusiła cara do zrobienia pewnych ustępstw na korzyść Polaków w ówczesnem Królestwie Polskiem! Lud się radował. W Warszawie urządzili Polacy dnia 5-go listopada 1905 roku ogromną manifestację narodową. Naoczny świadek pisze tak: "Oto, gdybyście mieli szczęście w tym dniu stanąć pod pomnikiem Mickiewicza i widzieć tę procesję, ujrzelibyście jak morze głów odkrytych, zbliżało się szeroką ulicą ku pomnikowi wieszcza. W pierwszych szeregach szło duchowieństwo i dygnitarze. Potem lud! Szli razem jak wielki naród! A na samym przedzie sztandarów błyszczał krzyż i bieliła się śnieżna chorągiew zgody! A gdy przebrzmiała już pieśń z dziesiątków tysięcy piersi ku niebiosom śpiewana: "Boże coś Polskę'' — kiedy już mówcy ukończyli przemawiać od pomnika, kiedy umilkło tysiączne echo radosnych okrzyków — nagle oczy wszystkich zwróciły się w jedną stronę, na widok jeszcze jednej dziwnej procesji. Oto z zakrętu ulicy Nowosenatorskiej, wysypała się biegiem czereda wyrostków, za którą kroczył szybko, ogromny, chudy ksiądz, bez komży, otulając się czarnym płaszczem, a za nim przewalał się tłum robotników — czarny, skłębiony, już z dala złowrogi. A nad tym czarnym, ruchliwym morzem ludu dwa sztandary, jak krew czerwone! Ale to nie bratobójcza napaść, to nasi, to prawdziwie polscy robotnicy, bo na krwawych sztandarach znów — Biały Krzyż i Biały Orzeł! A więc znowu razem Krzyż i Orzeł! A w pierwszych szeregach owego tłumu szła dziewczyna z ludu, oczyma ekstatycznymi wpatrzona w Orły Białe, w ręce ciągle trzymając wysoko nad głową krzyżyk z różańcem! Oto obraz procesji narodowych z różnych stanów! Oto symbol postępu całego narodu! Oto znak i oto dowód, że lud można i trzeba uświadomiać, ale nie wytrącać mu z ręki krzyża, ani różańca, bo wtenczas wzroku swego nie utkwi w sztandar Białego Orła, ale w ziemi i we krwi bratniej — utopi!" Tak pisał pewien naoczny świadek owego święta narodowego w roku 1905! A więc blisko pięćdziesiąt lat temu!

Zastosowuję je do czasów, zdarzeń i stosunków dzisiejszych: Postawmy Chrystusa i Krzyż Jego na czele wszystkich prac i wysiłków naszych, tak na polu religijnym, jako też narodowym i społecznym, wtenczas nad naszem obywatelstwem powieje czerwony sztandar wzajemnej miłości, oraz biała chorągiew zgody ogólnej, tak koniecznie potrzebnych do zwycięstwa nad nienawiściami, nielitością i brakiem miłosierdza, które gnieżdżą się w sercach ludzkich! Niech dusze nasze rozpalą się miłością Mickiewiczowską "nic nie spychać nigdy w dół!" Nie wyrywajmy z rąk naszego zacnego ludu, ani różańca, ani krzyża, bo wtenczas na nieszczęście wzrok swój utkwi w ziemi i we krwi bratniej utopi!

Za tydzień uroczystość Wielkiej Nocy! Przypominam naszym zacnym Polkom, aby nie było jednej polskiej rodziny bez naszej tradycyjnej święconki! Niech będzie najskromniejsza, lecz niech będzie — święconka! Gdzie można, niech matki przyszykują swym małym dzieciom osobne koszyczki ze święconym! Uciecha i radość tych maleńkich panów i panienek upiększy i umili wam ten święty wielki dzień pamiątki Zmartwychwstania Pańskiego!

W tym tygodniu wszyscy zajrzyjcie do konfesjonału. Idźcie do spowiedzi św. Wy mężczyźni nie zapominajcie o tym. Dajcie dobry przykład. Wypełnijcie nasze świątynie w Wielkim Tygodniu, potem wszyscy na świętą rezurekcję! Wszyscy!
Niech wszyscy powracają do Chrystusa Zmartwychwstałego przez odprawienie dobrej spowiedzi św. — Wreszcie są pewni mężowie i ojcowie, żony i matki, synowie i córki, którzy lekkomyślnie porzucili swe domy. Niech się zastanowią, czy nie lepiej powrócić do domu, do swoich, do serc ciepłych i kochających? Warto sobie o tym pomyśleć w Wielkim Tygodniu!