GŁUCHE ŚWIĘTO POKOJU! - pogadanka o. Justyna z 3.03.1940 r.

Dawno już minęło Święto Bożego Narodzenia. Święto to, jedno z najmilszych i najserdeczniejszych wśród uroczystości chrześcijańskich. Miłe i serdeczne dla całej ludzkości, ponieważ tyczy się wszystkich bez wyjątku. Chrystus bowiem przyszedł z miłości dla całego rodu ludzkiego. Przyszedł na świat jako Dziecina mała, niewinna i bezbronna! Zbawiciel urodził się z ubogich rodziców, w biednej stajence, w nędznym otoczeniu. Narodził się Książe Pokoju ludziom dobrej woli! Dwa tysiące lat temu świat palił się jak dziś się pali; ludzkość żyła w niepokoju i niepewności jak w czasach obecnych. Przez prawa przebijała zasada zemsty i nienawiści, jak: "oko za oko, ząb za ząb!" Życie ludzkie było twarde, niewolnicze. Ludzie byli osaczeni prawami i przepisami, które krepowały rozumna wolność. Były to prawa rządzących, po większej części najeźdźców nieprzyjaciół, którzy ogniem i mieczem podbijali słabszych! Potem wywozili w niewolę, z której nie było wyzwolenia; na pozostałych nakładali podatki, używali ich do ciężkich robót, męczyli głodem, odbierali im prawo obywatelstwa i zniżali do poziomu zwierząt bezrozumnych.
Takich zniewolonych były legiony! Ludzkość była wyczerpana; stała nad przepaścią czarnej rozpaczy, powątpiewająca i beznadziejna! Nagle, o dusze ludzkie echem nadprzyrodzonym odbiły się słowa: "Chwała na wysokościach Panu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli!" Ludzkość zrozumiała, że niepewność, trwoga, rozpacz i niewola skończyły swoje panowanie nieszczęsne i wreszcie na horyzoncie życia ludzkiego ukazało się słońce powszechnego pokoju, bo pod postacią Dzieciątka ukrywał się Książe pokoju Bożego i ludzkiego! Dlatego Boże Narodzenie jest świętem tak miłym i serdecznym.

Czy jednak naprawdę z przyjściem Chrystusa do ludzi zapanował na świecie duch upragnionego pokoju? Czytajcie sobie historię świata pierwszych czterech wieków po narodzenia Księcia pokoju! Przeglądnijcie historię średnich wieków! Przesuwajcie karty histori nowoczesnej! Przypatrzcie się temu wszystkiemu co si działo przez ostatnie dwadzieścia pięć lat! Patrzcie co się dziś dzieje wokoło nas! Jak ci przed nami, tak dziś i my żyjemy wśród niezgody i niepokoju. Czemu? Zobaczymy później. To wszystko wstęp do dzisiejszego przemówienia, którego tytuł:

GŁUCHE ŚWIĘTO POKOJU!

Nie dziwujcie się, że w Wielkim Poście mówię do was o dawno minionym świecie. Zmuszony jestem do tego, a powody nie zależą ode mnie. Dnia 24-go grudnia 1939 roku, przez radio watykańskie przemawiał Prymas Polski, Jego Eminencja Kardynał Hlond. Przemawiał więc w wilię Bożego Narodzenia. Zacny Kardynał-tułacz mówił tak: "Wilia, polska wilia, ale różna od wilii po inne lata. Padły na nią cienie i ciężkość adwentu narodowego. Gdyby mówić biblijnym językiem liturgii Bożego Narodzenia, nazwałbym ją wilią "za dni Heroda króla"; wilią narodu, "któremu nie było miejsca w gospodzie"; wilią tych, "którzy wstawszy, wzięli dziecię i matkę jego i uciekli do Egiptu"; wilią wśród "głosów w rzymskim obozie jeńców, gdzie był płacz i krzyk wielki"; wilią Polski "płaczącej synów swoich i nie chcącej się pocieszyć, bo ich nie ma"; wilia to na pobojowiskach, wśród grobów i gruzów, wilia w obozach, więzieniach, na wygnaniu u sąsiednich narodów, u sprzymierzeńców; wilia wydziedziczonych, wilia rodzin, bez ogniska domowego, w głodzie i strzępach; wilia bez kościoła, bez pasterki i kolędy; wilia bez wigilijnego stołu, wilia bez wigilijnego opłatka, bez choinki, bez darów.

"I to doroczne przemówienie wigilijne nie płynie z prymasowskiej siedziby, nie szybuje na polskiej fali, nie ma wstępu pod strzechę polską, błąka się bez odbioru po umęczonym kraju. Niech za to życzliąa i ojcowską falą watykańską zagrają obmarzłe przewody wzdłuż dróg polskiego pielgrzymstwa! Niech nią dźwieczą druty kolczaste naokoło obozów naszej udręki! Niech ją zimowe wichry niosą na głuche pogorzeliska wojenne! Szukając serdecznego przyjęcia, niech się tłucze po zerwanych polskich antenach, niech kołacze do każdego skupiska rodaków, aż znalazłszy posłuch w polskiej izbie, po tej czy po tamtej stronie oceanów, przemówi prymasowskim życzeniem do wszystkich, którzy nie są nimi na polskie słowo i na polska kolędę.
"Wśród orgii nienawiści, wśród tylu nie przepłakanych ludzkich bólów, leży przed nami w żłóbku, jak dawniej, Boski Zbawiciel. Tu się nic nie zmieniło. Chrystus pozostał centralną prawdą wigilijną, jak przed wiekami. Słowo, co się Ciałem stało, mieszka nadal między nami. I z nami jest Jego prawda, ta wieczna prawda, która za dni naszych doznaje nowego wstrząsającego uzasadnienia przez ponury rozwój współczesnych wydarzeń. Dla ludzi dobrej woli, którym zapowiedź niebieska pokój zwiastuje, dla tych. którzy nie chcą świata burzyć, lecz szczęście ludzkości budować, jasna jest nauka dzisiejszej niechwili, jasna jest zasadnicza prognoza jutra, jasna jest obronna alternatywa dziejowa: albo chrześcijaństwo, albo barbarzyństwo. Za Chrystusem opowiedzieliśmy się przed dziesięciu wiekami i przez dziesięć wieków walczyliśmy z barbarzyństwem. Z kulturą chrześcijańską sprzęgliśmy ducha naszych dziejów. Dzisiaj, kiedy kraj w okowach barbaryzmu, Polska w to nowe przedświęcie swej wolności znaczy swa nieodwołalną decyzję wiekową — nowym zwrotem do Boga. Prostujmy drogi żywota własnego i gościńce narodu. Odrywajmy się od grzechu, nie upierajmy się w błędach. Herody, Nerony, Juliany Apostaty — to nie nasz typ i nie nasze powołanie. Musimy się do tego sposobić, by mieć przednie miejsce i władne słowo w świecie, które wśród walnej rozprawy z barbarzyństwem odradza się w Chrystusie. Nie dość upstrzyć życie fikcją cnoty i urzędową religijnością, należy zdobywać prawdziwe wartości moralne i wnikać w ducha wiary. Musimy być chrześcijanami nie tylko z oblicza i prawa, lecz w duchu i czynie!

"Nie mylimy się, gdy tu przy tym siennym tronie Zbawicielowym i religijne i narodowe przeczucia przepowiadają nam niedaleką swobodę. Uświęćmy nowy rok, by nas dzień wolności lepszych zastał, niżeśmy byli przy jej utracie. Po inne lata tradycyjne prymasowskie życzenia wigilijne były podyktowane położeniem Rzeczypospolitej i aktualnymi potrzebami narodu. Dzisiaj na dnie polskiej duszy jest jedno wielkie pragnienie, jedna wspólna tęsknota, jedna ufność bezgraniczna, jedna namiętna modlitwa, jedno naczelne, najszczersze i powszechne polskie życzenia wigilijne: wznowienie Państwa, wskrzeszenie Ojczyzny. Złóżmy je u stóp Boskiego Dziecięcia jako hołd, jako męczenną modlitwę, by się następna wilia odbyła w atmosferze swobody na świętej ziemi ojców, pod znakiem nieskrępowanego Orla Białego!"

"W tej myśli życzę dostojnemu Panu Prezydentowi Rzeczypospolitej i jej Rządowi łaski Ducha świętego, poparcia narodu i powodzenia w doniosłych pracach przygotowujących odbudowę Państwa. W tym duchu życzę bohaterskiej Armii, by Pan zastępów dał jej wywalczyć w niedługim czasie ostateczne zwycięstwo. Narodowi, który z wielkiego kielicha goryczy pije ból apokaliptycznego ucisku, życzę, by mimo religijnego prześladowania, mimo moralnych katuszy i bezprzykładnych gwałtów wytrwał aż do niechybnego dnia sprawiedliwości. Jeńcom, więźniom, uchodźcom niech się w nowym roku ziszczą tęsknoty za wolnością i domem, za czynem i zasługą! Dawniejszej emigracji nie wysłałem na wilie opłatka, bo nie byłby opłatkiem z Polski; tym serdeczniej za to jej dziękuje, że w tragicznej godzinie dochowała wierności Macierzy, przejęła się jej losem i zorganizowała pomoc dla kraju, armii i uchodźców. Nieszczęście zwarło lud w kraju w jedną solidarna rodzinę i jeszcze ściślej zespoliło emigrację z Macierzą. Życzę Wychodźstwu, by z bohaterskiej postawy Narodu czerpało pociechę i dumę i by długo uczestniczyło w historycznym triumfie nowego zmartwychwstanie Rzeczypospolitej".

"Rodacy! Niech was żegna Bóg w tę męczeńską wilię! Śpiewajcie kolędy; śpiewajcie, choćby wśród łkań wzruszenia. Wyśpiewajcie w nich swój ból, swą wiarę, swe śluby i modlitwy. "A Słowo Ciałem się stało i mieszkało między nami." Mieszkało miedzy nami przez wieki chwały, w dni upadku, wśród śmiertelnej trwogi. Zamieszka z nami w nowych przybytkach wolności, jako nasz Wódz, Król i Bóg. "Wybaw nas Panie, Boże nasz, i sprowadź spośród narodów, abyśmy wysławiali imię Twoje święte i chlubili się Twoją chwałą. Błogosławiony Pan Bóg nasz od wieku na wieki! I niech woła wszystek lud: Stań się, stań!"
Tak przemawiał do świata całego Prymas Polski 24go grudnia 1939 roku!

Ja zaś teraz w Wielkim Poście powtarzam słowa Prymasa do Was wszystkich, ponieważ uważam je za stosowne i odpowiednie i na czasie! Od żłóbka do krzyża było niedaleko w życiu Chrystusa, Księcia Pokoju! Zaledwie, trzydzieści i trzy lata! Od Bożego Narodzenia do Wielkiego Piątku — od stajenki do Golgoty prowadziła wąska ścieżyna zasłana złośliwością ludzką, która jest źródłem wszystkich występków ludzkich i zarazem cierpień świata całego. Nad tą ścieżką życia Chrystusowego widniały cienie dzieciobójcy Heroda — zdrajcy Judasza — bojaźliwego Piłata, sędziwego okrutnego, który chcąc się uniewinnić, umył ręce publicznie przed tłumem. Ręce umył, sumienia jednak swego brudnego obmyć nie mógł, dla tego i dziś piętnowany jest jako Bogobójca! Dalej ta ścieżka, która kroczył Chrystus zamieniła się w szeroką drogę krzyżową — po której kręcili się żołnierze, siepacze i oprawcy żądni krwi niewinnego Nauczyciela, który głosił prawa miłości Boga i bliźniego. Wreszcie wśród rubasznych śmiechów i żartów, zerwano z bezbronnej i wymęczonej ofiary — suknię nieszytą — rozłożono Chrystusa i przybito do drzewa! W końcu podnieśli Krzyż z ciałem Chrystusa, krwią zbroczonym! Ten, który chciał połączyć niebo z ziemią, ludzi z Bogiem, zawisł pomiędzy niebem a ziemią, wyśmiewany i bluźniony przez lud i pozornie zapomniany i opuszczony przez Boga!
Zawisł pomiędzy dwoma łotrami, złodziejami i rozbójnikami na większe poniżenie i urągowisko. I wtenczas zdawało się, że zło zwyciężyło dobro, że siła i moc i potęga materialna wzięły górę nad sprawiedliwością, dobrocią i miłosierdziem, że Bóg Chrystus przegrał, a szatan i piekło zwyciężyło! Została tylko mała gromadka wierzących. Pomiędzy tymi, byli — powątpiewający!

Przerzucam teraz myśli wasze na inny obrazek! Po wojnie światowej urodziło się dziecię Polskie. Polska! Narodziny na ziemiach, zmarnowanych przez niewolę długą, bo przeszło stuletnią; na ziemiach, zniszczonych przez czteroletnią wojnę światową, na ziemiach, przez które przesuwały się armie niemieckie i przewalały się hordy Azjatów, Mongolów i Moskalów. Naprawdę, że ziemia polska była tak ubożuchna, jak kiedyś była stajenka betlejemska!

Polska przyszła na świat wśród chłodu i głodu, w nędzy i biedzie! Kiedy jeszcze była w pieluszkach, już komunistyczny Herod, obawiając się o tron i o panowanie, wysiał hufce żołdaków, którzy mieli rozkaz nowonarodzone państwo zdusić i zmiażdżyć! Wyrok petersburski nie był dokonany, ponieważ cała ludność od starca do dziecka rzuciła się do obrony. Hordy musiały zawrócić od bram Warszawy i powracać zdziesiątkowane do raju sowieckiego. Dziecię polskie wzrastało w mądrości i sztuce życia narodowego i międzynarodowego! Zawsze jednak pomiędzy dwoma zbójami — wykradaczami mienia i życia ludzkiego! Młode państewko wzrastało w siły! Stało się podziwem świata! Stało się też solą w oku, tak Krzyżaków jak Kozaków! No, i stało w drodze jednym i drugim, trzymając w rękach sztandar krzyża Chrystusowego.
Herod rosyjski po jednej stronie — Piłat krzyżacki po drugiej, dwa największe łotry, których historia świata opluje piętnami i tytułami odpowiadającymi ich brutalnym i okrutnym dziełom! Co za posunięcia, co za planowania, a w nich co za kłamstwa, fałsze, nieszczerości przez ostatnie dwadzieścia lat, w których to latach — orzeł pruski szykował się do napadu, a niedźwiedź azjatycki gotował sie do skoku! Tymczasem naród polski kroczył wąską ścieżka niedostatków, odmawiając sobie pewnych wygód, dobrowolnie się opodatkowując i cierpiąc dla przyszłych pokoleń! Nowocześni Herod i Piłat, pozornie nieprzyjaciele, wreszcie podali sobie ręce i podpisali ugodę na czwarty rozbiór kraju i na czwarte zniewolenie narodu, który przecież chciał żyć i który miał prawo do życia, jako naród! No, szybko i systematycznie, zamienili umowę — w czyn!
W miesiącu wrześniu ubiegłego roku rozpoczęła się dla ludności polskiej szeroka droga krzyżowa!

Skutkiem najazdu hufców krzyżackich i zdradliwego napadu hord azjatyckich — Polska, dziś wisi rozpięta na krzyżu! Kona i umiera wśród bliiźnierczych i radosnych okrzyków dwóch łotrów! Łotrów, którzy nie wiszą na pobocznych krzyżach po lewicy i po prawicy, lecz stojąc na czele uzbrojonych hufców, rzucali kości o ziemie skradzione. Przemocą zabrali ojcowiznę i gwałtem zaczęli krwawo gospodarzyć na ziemiach bezprawnie zagarnionych. Na bezbronnej ludności tak żołdacy, jak członkowie tajnej policji, dopuszczają się takich ohydnych i okrutnych czynów, że barbarzyństwa starożytnych Turków — Tatarów i Kozaków, są niczym! Prześladowania są prowadzone systematycznie, według planów dawno ułożonych! Pewien dziennik obconarodowy, pisząc o nienawiści zwycięzców i o zemście na zwyciężonych, notuje w krótkości:
"Na dany rozkaz mężczyźni pewnej klasy są otaczani, porywani i rozstrzeliwani na placach publicznych. Na inny rozkaz, wszystkich dzieci z pewnych wiosek gromadzi się, pakuje do wagonów, do przewożenia bydła i odsyła pociągiem setki mil od swej okolicy. Trzydzieści zmarzniętych zwłok młodocianych jeńców wydobyto z wagonów w końcu podróży. Pewien policjant nakazał burmistrzowi Bydgoszczy, wyczyścić samochód językiem. Gdy ten biedak zaprotestował, urzędnik policyjny bił nieboraka aż ducha wyzionął! Tajna policja wkracza do klasztorów, spędza zakonnice na jedno miejsce, następnie wznosi brudne, ohydne okrzyki i bezcześci hostie!"

Chrystus wisiał pomiędzy dwoma łotrami. I ci dwaj wisieli na krzyżach. Byli jednak winni. Nawet jeden z nich przyznał się dobrowolnie i publicznie do własnych zbrodni, uniewinniając Chrystusa cierpiącego. Obecnie widzimy na Golgocie światowej, tylko jeden krzyż, a na tym krzyżu, rozpięty naród Polski.
— Nie potrzeba jednak mieć wyobraźnię poety, aby przejrzeć przez czarne chmury obecności, aby ujrzeć inny obrazek w przyszłości. Droga krzyżowa nie zakończyła się na krzyżu kalwaryjskim, nie! Prowadziła dalej, bo aż do grobu, a wreszcie do cudownego Zmartwychwstania. Dzisiejsze łzy, cierpienia i krew nie skończą się Wielkim Piątkiem Narodowym, nie! Zamienią się w ten śliczny poranek wiosenny, w chwilę radosną i chwalebną! Na Kalwarii światowej zaś, na wieczną i haniebną pamiątkę, pozostaną tylko dwa krzyże, i będą to krzyże nowoczesnych zbójów i morderców, którzy Bogu bluźnili, którzy Boga chcieli wymazać z dusz, wyrwać z umysłów, wydusić z serc ludzkich! Ostatnie ich słowa nie będą ani żal,. ani skruchy, lecz czarnej rozpaczy, bo będą te: "Galilejczyku, raz jeszcze — zwyciężyłeś!"

W ubiegłym tygodniu odebrałem kilka listów od uchodźców w obozach rumuńskich. W jednym z listów był wycinek z gazety. Pozwólcie, a przeczytam te kilka zdań, przez które przebija zbolała dusza tułacza polskiego: "Dalecy od kraju żyjemy pośród zwidzeń i snów! Opieczętowane obcym znakiem, listy mówią cicho, poufnie, — w zabitej białą opaską kopercie mieści się niewybuchły krzyk. Gdzie jesteśmy? W obozach, w małych izdebkach, na którymś tam piętrze, w hotelikach, w ospałych mgłą miasteczkach. . . . Nocami wydzierają się oczy w przestrzeń! Stajemy na progu lub w oknie zimnym i patrzymy na gwiazdy. Krążą w ogrodzie ciszy — wielka wędrówka srebra, wahadła czasu ledwo dostrzegalne pośród mlecznych dróg. Chwytamy się tęsknym wzrokiem, jednego tylko znaku: Wielki Wóz ... ze złamanym tragicznie dyszlem — to północ, to nasz kraj! Na niebie nie ma kordonów, bagnetów, czujnych śledzących oczu — jest jeno spokój, wielkość nieuchronna, srebro bezszelestnych wędrówek. Na Wielki Wóz wrzucamy słowa gorące i mocne, niech je dowiezie do swoich! Z gwiazdami w oczach, zasypiamy" — dodam, śnijcie, że nad krajem, wesoło i radośnie trzepoce skrzydłami swobody i wolności — Orzeł Biały!