OPOWIADANIE TUŁACZY POLSKICH - pogadanka o. Justyna z 13.02.1940 r.

Mimo urzędowych zaprzeczeń niemieckich i rosyjskich, albo dobitniej, huńskich i mongolskich, ci dwaj bandyci międzynarodowi dążą do jednego wspólnego celu, mianowicie do wywołania rewolucji światowej. Do wywołania rewolucji w każdej dziedzinie, politycznej, religijnej i społecznej. System niemiecki ze swymi zasadami i nauką i praktyką nie tylko graniczy się z zasadami, nauką i praktyką systemu bolszewickiego, lecz łączy się jaskrawo i kompletnie!
Fundament tych dwóch systemów, to nic innego jak nihilizm Turgeniewa, z drugiej polowy dziewiętnastego wieku! Nihilizm, który głosi nie tylko zmianę ustroju obecnej cywilizacji w społeczeństwie, w religii i rodzinie, lecz całkowite zniszczenie wszystkiego tego! — Kacapy rosyjskie głoszą, że nie ma Boga, że Chrystus nigdy nie istniał, że wiara to umysłowe odurzenie, że nie ma wieczności, że duszy nie ma, że człowiek to tylko zwierzę, które żyje wyłącznie dla celów zwierzęcych ! Oto ideał bezustannie przesuwany przed oczyma stusiedemdziesięciomilionowego narodu rosyjskiego!
Przewodnicy modernych Krzyżaków uczą, że trzeba czcić jakiegoś boga starożytnych szczepów huńskich; jakiegoś boga mocy i siły materialnej, bez miłosierdzia i litości; uczą, że każda cnota, to tylko słabostka ludzka, której trzeba się wyzbyć jak najprędzej! Trzymają na smyczy osiemdziesiąt milionów Niemców, których "credo" jest: "całkowite zreorganizowanie i redystrybucja kuli ziemskiej!" Czy przecież młodzież niemiecka nie śpiewa przez ostatnie siedem lat: "Dzisiaj posiadamy Niemcy, jutro świat cały"? Dlatego maniak berliński wołał niedawno temu: "ofiara dwóch milionów młodych żyć może znowu być usprawiedliwiona!"
Inni zaś głowacze pruscy twierdzą, że żyjemy "w czasach rewolucyjnych, w czasach niepewności, kiedy to każde śmiałe posuniecie ma dobrą szansę powodzenia. Czasy obecne, to czasy nowoczesnych rozbójników morskich i 'filibusterów'. Jeśli więc dogmaty niemieckie zgadzają się w rzeczywistości z dogmatami rosyjskimi, nie powinniśmy się dziwić, że ich naczelnicy podali sobie rękę, podpisali ugodę i zawarli przymierze, aby cały świat podpalić i obrócić w perzynę. Że taką robotę wykonywują, wystarczy okiem rzucić na ziemie polskie. Zresztą, wysłuchajcie dzisiejszego przemówienia, które nosi tytuł:

OPOWIADANIE TUŁACZY POLSKICH

Słuchajcie opowiadania polskiego uczonego z Krakowa, który przekroczył granicę rumuńską w wigilię Bożego Narodzenia. Jego dosłowne zeznanie leży na moim biurku. Nie pytajcie się jak, skąd lub kiedy je dostałem. Tego wam nie wyjawię. Mój tułacz przeżył całą obronę Lwowa i przeszedł piechotą prawie całą Małopolskę. Gdy zamierzał, po wkroczeniu bolszewików wyjechać ze Lwowa i całymi tygodniami starał się o przepustki potrzebne do swobodnego poruszania się po Małopolsce, Moskale dowiedzieli się, że on ma znajomych w Krakowie i chce przedostać się pod zabór niemiecki, proponowali mu, by im dostarczył wiadomości o garnizonach niemieckich w Krakowie i donosił o niemieckich przesunięciach wojskowych. Przyrzekali mu wszelkie potrzebne papiery i odpowiednie zaopatrzenie w pieniądze! Wymawiał się i wymykał jak mógł. Wreszcie pewnej nocy znikł policji sowieckiej z oczu. Z nim znikła również pewna grupa Polaków ze Lwowa. Pokazali się dopiero nad granicą polsko-węgierską. I tu krwawo przypłacili swą śmiałość.
Uciekający posuwali się w górach w formacji wojskowej. Najprzód szła czołówka złożona z trzech ludzi; później szedł jeden człowiek, który miał głównej grupie dać znać, co się dzieje z czołówką. Po bokach szło również po paru ludzi. Przez pięc dni maszerowali w głębokim śniegu. Wypoczywali w gąszczach leśnych. Czasem w górskich szałasach ugotowali sobie coś gorącego do jedzenia! Posilali się konserwami i chlebem. Wędrówka przedłużyła się niespodziewanie, gdyż Moskale wpadli na trop uciekających. Czołówka została wzięta do niewoli, boki zastrzelone. Reszta się rozproszyła. Słyszane były po jednej i drugiej stronie strzały. Z całej gromadki pozostało tylko trzech. Ci wreszcie dotarli do samej granicy węgierskiej. Było już tylko około trzysta metrów do słupka granicznego. Leżeli w śniegu, zbierając siły do ostatecznej przeprawy. Cisza była zupełna. Zdawało się, że niebezpieczeństwo minęło.
Tymczasem tresowane psy bolszewickie zwęszyły ich. Rzuciły się na nich i pogryzły dwóch towarzyszy uczonego. Jego nie tknęły. Strażnicy bolszewiccy nadbiegli i aresztowali trójkę. Kiedy dowiedzieli się co byli za jedni, mówili do uczonego: "A, nasze sobaki kulturne. Batiuszkę profesora nie ruszaju!" — Zbiegów zabrano na posterunek, gdzie się odbyło szczegółowe śledztwo i badanie. Następnie odstawiono ich dalej, gdzie po nowych badaniach, wpakowano ich do prowizorycznego wiezienia. Wkrótce uczonemu udało się wydostać z wiezienia i uciec ze wsi. Przeszedł ostatecznie granice rosyjsko-rumuńską koło Kosowa.

Opowiada, że jadąc z Krakowa do Lwowa z wojskiem, widział po drodze trupy wieśniaków pomordowanych karabinami maszynowymi po polach, po wsiach i po rowach! Pod Sandomierzem widział ochronkę, w której kiedyś było ponad sto dzieci. Ochronka była zbombardowana bombami niemieckimi do tego stopnia, że przedstawiała się jako zwał gruzów, z pod których ludzie wyciągali trupy dzieci! W Brodach Niemcy zbombardowali szpital wypełniony po brzegi chorymi i rannymi. W Opatowie, koło Sandomierza, nie zniszczono dworca kolejowego. Za to zniszczono większą ilość domów dokoła. a w nich dużo mieszkańców. Pod Sadową Wisznią, koło Gródka Jagiellońskiego, stał pociąg ewakuacyjny z kobietami i dziećmi. Nie był zupełnie broniony. Niemieccy lotnicy tak go rozbili, że ani jeden wagon nie pozostał cały. Zabitych były — setki!

Polskie pułki we Lwowie broniły się tak dzielnie, że nie pozostawał nieraz z nich ani jeden żołnierz. Na przedmieściach Lwowa dochodziło do walki na białą broń. Żołnierze polscy, z nadzwyczajnym bohaterstwem rzucali się z granatami ręcznymi i bańkami benzyny na tanki i na nacierającą piechotę niemiecką. Niemcy pierzchali. Taka dzielna obrona trwała dłuższy czas. Ludności cywilnej ginęło więcej niż wojskowych. W niektórych miejscach dziesięciokrotnie. Przy końcu widziało się w okopach już więcej cywilnych niż wojskowych mundurów. Młodzież szkolna spisywała się tak dzielnie jak w roku 1920.

We Lwowie zorganizowano szpitale i kilkadziesiąt punktów opatrunkowych. Wszystkie punkty były przepełnione. Operacje odbywały się na podłodze, na stołach, na łóżkach i to najczęściej bez chloroformu; żołnierz jeszcze nie całkiem zdrowy trzymał za twarz i za ręce swego kolegę, a lekarz, jako rzeźnik, rżnął nogę, odcinał ręce. Rany od naszych kul były zupełnie dobre i czyste. Goiły się szybko. Rany od niemieckich kuł karabinowych były straszne. Rozszarpywały ciało. Rany nie chciały sig goić, wrzodziały i szybko następowała gangrena. Niemcy używali kuli dum-dum. We Lwowie, ludność mimo całej przewagi niemieckiej, broniła się nadzwyczaj dzielnie. Na przedpolach były stosy trupów niemieckich. Obrona była wspaniała. Niemieckie dowództwo chcąc za wszelką cenę przeprowadzić wojnę błyskawiczną, nie żałowało wcale żołnierza niemieckiego. Pchano ich masowo na polskie pozycje. Toteż ginęły ich masy. Obroną Lwowa dowodził generał Januszaitis.
— Niemców odparto — Lwów mógł się jeszcze bronić bardzo długo.

Tymczasem weszli na terytorium polskie bolszewicy i stanęli pod Lwowem już 18-go września. Miasto chciało się bronić także przed bolszewikami. W okopach było około 70 tysięcy żołnierzy polskich i dobre zaopatrzenie w amunicję i żywność na szereg tygodni. Zapał do boju był wielki. Wszystkie prawie partery w kamienicach zewnętrznych miały karabiny maszynowe, a na piętrach ręczne granaty, bańki z benzyna, i wszelkiego rodzaju pociski zapalające. Dzieci znosiły kamienie do robienia barykad. Rada jednak miejska uważała za lepsze poddanie miasta. Tylko technicy wojskowi z młodzieżą akademicką postanowili nie oddać się żywcem w ręce bolszewików. Zamknęli się w muzeum Dzieduszyckich i bronili się przez dwa dni. Bolszewików zginęło bardzo dużo zanim zdobyli muzeum. Resztę studentów, która została przy życiu, rozstrzelano w biały dzień, na placu, przy dźwiękach międzynarodówki.

Bolszewicy obłowili się w mieście znacznie. Zabrali składy pierwszorzędnej amunicji, dużą ilość karabinów maszynowych, armat i przeróżnej broni. Września 19-go, ukazały się w mieście plakaty bolszewickie, ogłaszające, że miasto jest już bolszewickie i wzywające ludność, zwłaszcza oficerów do rejestrowania się, celem otrzymania zapomóg. Był to podstęp, gdyż natychmiast oficerów, sędziów, urzędników, nauczycieli zaaresztowano. Zabrano im co lepsze, buty i ubrania i cześć z nich wywieziono do Szepetówki lub w głąb Rosji. Aresztowano również generała Dzierżanowskiego, staruszka 80-cio letniego i trzymają go dotychczas w więzieniu. Generat Januszaitis ukrywał się w przebraniu. Gdy moskale zobaczyli na ulicy księży w sutannach lub zakonników w habitach, bili ich po twarzy i obrzucali przekleństwami Zwłaszcza młodzież niepolska, która z kwiatami witała wkraczające wojska sowieckie do Lwowa, hulała po ulicach wyłapując i denuncjując księży, zakonników i oficerów.
Zdarzały się także wypadki znieważania zakonnic przez żołnierzy bolszewickich. Lubili oni urządzać zabawy hulackie i pijackie po kościołach i klasztorach żeńskich. Wskutek prześladowań, zakonnice i duchowieństwo nie pokazują się w sukniach duchownych na ulicach. Ukrywają się przeważnie w domach prywatnych. Karmelitów na Persenkówce bolszewicy wyrzucili z klasztoru i tam założyli garaż samochodowy. Nabożeństwa odprawiają się cicho i po kryjomu. Do kościoła wchodzi się bocznymi drzwiami. Komunii świętej udziela się w zakrystii lub za wielkim ołtarzem. Nie wiadomo, kiedy bolszewicka policja wpadnie do kościoła i co się może wtedy stać. Bolszewicy znieśli we Lwowie pieniądz polski, pozwalając zmienić tylko 300 złotych na osobę. Kto ma więcej, ten burżuj! Książeczki oszczędności w oczach właścicieli podarto. W sklepach, składach i magazynach skonfiskowano wszystko, lub wykupiono za bezwartościowe ruble rosyjskie.
Parę tygodni po zajęciu Lwowa, bolszewicy ogłosili brankę do wojska wszystkich mężczyzn od 18 do 55 lat. Uchylającym się od służby wojskowej grozi kara śmierci. Z prześladowań Kościoła i jego instytucji trzeba jeszcze dodać:    Jezuitom. Reformatorom i Dominikanom zabrano wszystko z klasztorów j częściowo wyrzucono ich z mieszkań. Siostry Felicjanki rozpędzono. Ochronki zamieniono na bolszewickie domy wychowawcze. Siostrom Mariankom i Józefinkom skonfiskowano wszystko. Notredamki chciano zmusić do podpisania zobowiązania, że będą prowadzić wykłady w duchu antyreligijnym. W szkołach siedzi bezustannie komisarz bolszewicki, który pilnuje wykonywania programu nauczania. Co tydzień urządza on "meetingi" antyreligijne. Każdy uczeń i każda uczennica ma być obecna na takim "meetingu"! Uczniów, którzy się sprzeciwiają, aresztuje się natychmiast i wywozi w głąb Rosji. W żeńskim gimnazium we Lwowie, kazano uczennicom pisać list do Stalina i koleżanek sowieckich. Dzieci nie umiały, więc sam komisarz napisał na tablicy i kazał to dzieciom przepisać na osobnych kartkach i podpisać się pełnym imieniem i nazwiskiem. List brzmiał tak: "Dziękujemy tobie ojcze Stalinie, żeś nas wyzwolił z niewoli polskich panów, żeś nas przyprowadził do słońca wolności i prawdy", itp. Po napisaniu tego jedna z uczennic, wstała i powiedziała: "nie podpiszemy tego, bo to nieprawda. Myśmy nigdy nie stały w ogonkach, jak teraz; nigdy nie byłyśmy głodne, mamusia miała czym obiad ugotować i nie było nam nigdy tak strasznie zimno jak teraz!" I   wybuchneła płaczem. Nauczyciel sowiecki porwał płaczącą, zbił ja okrutnie i oddał w ręce policji bolszewickiej. Ale i inne uczennice nie chciały podpisywać, więc zabrano kilkanaście dziewcząt, ukarano dla przykładu, a potem wywieziono w głąb Rosji. Rodzice o ich losie nic nie wiedzą do dziś!

W innym gimnazium chłopcy powiesili w klasie krzyż. Wchodzi komisarz na inspekcję i pyta, wskazując na krzyż: kto to powiesił?" — Chłopcy, odpowiadają hurmem: "my". Wtedy komisarz zrzucił krzyż na ziemie i podeptał. Chłopcy z płaczem podchodzili na kolanach i całowali krzyż
leżący na ziemi. Było to jak się zdaje w 7 gimnazium lwowskim. Opowiadali to chłopcy z tego właśnie gimnazium. Bolszewicy biją, poniewierają i gwałcą naszą młodzież. Rozegrała się już niejedna w rodzinie polskiej tragedia.

Na pewnym bezbożnym "meetingu" młodzież szkolna zaśpiewała "Boże coś Polskę" i "My chcemy Boga" i "Rotę." Zaaresztowano wszystkich profesorów i cześć dzieci i wywieziono ich do Brygidek. Kościoły są zamknięte, nie dlatego, żeby nie można było odprawiać nabożeństw, lecz dlatego, że często urzędnicy sowieccy wywołują w kościołach otwartych różne nieprzyjemne zajścia albo burdy. Otwarte są boczne wejścia i tamtędy wierni mają dostęp do kościoła. Świątynie są przepełnione. Ciężkie przejścia zbliżają ludzi do Boga. Wielu dawniejszych socjalistów lub dawniejszych sympatyków komunizmu dziś chodzi do kościoła, modli się o zmartwychwstanie Ojczyzny.

We Lwowie panuje ogromne zamieszanie. Na rynku wyją głośniki o wielkim Stalinie i niezwyciężonej, sławnej armii czerwonej. Komisarze GPU i członkowie propagandy spędzają ludzi pod najbłahszymi pozorami na rynek i urządzają różne manifestacje i zebrania. Przed składami tworzą się olbrzymie ogonki. Często dochodzi do nieporozumień i nieraz do krwawych bójek z policją. Profesor Garszyniec, dawny polski liberał, jest obecnie wielkim przyjacielem bolszewików. Zwołuje on na uniwersytecie zebrania komunistyczne i propaguje zlanie się narodu polskiego z rosyjskim. Ukraińcy teraz trzymają i idą z Polakami. Wszędzie już stworzono tajemne komitety polsko-ukraińskie. Ukraińcy też bardzo wiele wycierpieli od bolszewików. Brat metropolity Szeptyckiego wraz z żoną został zamordowany w okrutnie bestialski sposób. Narodowcy-ukraińcy wywieszani lub wywiezieni do Rosji. Pozostali musza się kryć! Sabotaże i napady na pociągi, zwłaszcza przewożące naftę i żywność do Niemiec, są na porządku dziennym. We Lwowie wychodzi obecnie tylko "Czerwony Sztandar" i "Głos Radziecki." Po ukraińsku zaś: "Wilnaja Ukraina." Wszystkie brudne, szpetne, bezbożne papiery bolszewickie!

Bardzo znamieną jest rzeczą, o której świat cały wiedzieć powinien, że żołnierze sowieccy niechętni są reżimowi komunistycznemu. Otwarcie i często żalą się na "psie życie," nędze, teror i niewólę w raju rosyjskim! Wielu, bardzo wielu z nich sympatyzuje ze sprawą Polski i z niedolą Polaków! Nie wiedzą po co wysłano ich i czemu przyszli do Polski. Powiedziano im przed wojną, że idą na "germańca," a przyszli i objęli ziemie współbraci Słowian! Zdarzają się masowe dezercje i ucieczki rosyjskich żołnierzy. Oficerowie a nawet żołnierze rosyjscy wykupują w sklepach cywilne ubrania, przygotowując się na wszelki wypadek. Sprowadzają sobie swoje żony z Rosji i mówią, że już do Rosji więcej nie wrócą. Żony tych żołnierzy rosyjskich, którzy byli przeniesieni na front fiński, nie wróciły do Rosji i nie chcą tam wracać. Czekają na powstanie nowego państwa polskiego.
Pewien "komandir" sowiecki powiedział publicznie na jednym z zebrań: "Co o was opowiadali, to nieprawda! Myśleliśmy, że u was głód, niewola i nędza, a u nas najbogatszy nie może się tak ubrać, jak wasz polski robotnik. A u nas? U nas — piekło. My myśleli, szczo wy do nas przyjdziecie z Bohiem, a my do was przyszli tymczasem z czortem!" Księża opowiadają, że często zdarza się, że przyjdzie bolszewik do kościoła w- czapie, a gdy mu się zdaje, że go nikt nie widzi, zdejmuje
czapę, klęka i bije pokłony wschodnim zwyczajem. Gdy w okolicach Lwowa odbywały się procesje zaduszne, bolszewicy podchodzili patrzeć i pytali: "szczo je to?" Odpowiedziano im: "to za ojców, matki, braci i siostry, którzy pomarli." Bardzo im się to podobało. Niektórzy mieli łzy w oczach i mówili: "U nas tego nie ma! A to ładne!" Pewien bolszewicki żołnierz dał opowiadającemu na "mszyczkę za duszyczkę matuszki rodzonej!" W sklepach z dewocjonaliami opowiadają, że żołnierze rosyjscy zakupili dużo medalików, obrazków i różańców. I akie rzeczy dzieją się pomiędzy żołnierzem rosyjskim. Żołnierz jednak nic nie ma do mówienia. Wojsko musi milczeć i
słuchać. Rządzą urzędnicy, a przede wszystkim okrutne GPU, która teroryzuje nie tylko ludność polską i ukraińską, lecz i samych wojskowych sowieckich.

Bolszewicy wywieźli z ziem polskich przez nich okupowanych już prawie wszystko co się wywieźć dało! Wydzierali z łazienek kafle, z mieszkań piece, ze szkół przyrządy i sprzęty laboratoryjne, nawet biurka i ławki. Ze sklepów nie tylko sprzęty, lecz nawet wszystką żywność, której przecież nie powinno brakować w rolniczej Rosji. Rosjanie rozszerzają nawet tory, by móc bezpośrednio ze Lwowa i innych miast wywozić wprost w głąb Rosji.

We Lwowie jest chleb, lecz tylko czarny i ciężki. Trzeba do tego stać w ogonkach całymi godzinami i należeć do zwiąaków komunistycznych. Księża i zakonnice, ponieważ nie należą_ do żadnych związków bolszewickich, są pozbawieni możości kupna czegokolwiek. Poza kooperatywami komunistycznymi, innych sklepów we Lwowie nie ma! Natomiast roi się i szpiclów i szpiegów. Ci donoszą z wielką skwapliwościa. Gdzie chowa się polski oficer, polski patriota, ukraiński narodowiec, gdzie jest polski przebrany ksiądz.

Wielki jest kontrast miedzy poziomem życia: polskim a bolszewickim. I dlatego ci wszyscy, którzy są wywożeni do Rosji, będą prawdziwym zarzewiem gwałtownej rewolucji w Rosji. Transporty Polaków do Rosji są jedynie na zgubę reżimu bolszewickiego. Jeden z kandydatów na robotnika bolszewickiego uciekł z takiego transportu jadącego do Czarkowa, na roboty. Po wielu rozmaitych przejściach dostał sig z powrotem do Lwowa i opowiedział o niewoli i złym traktowaniu robotnika w Rosji. W Czarkowie zaprowadzono wszystkich polskich jeńców do łaźni, gdzie mieli się wymyć "po polskim brudzie"! Gdy wrócili ze wspólnej łaźni do wspólnej sali, nie znaleźli już swoich ubrań. Wszystko im zabrano. Zamiast polskich ciepłych kurtek i wełnianych spodni, dostali jednolite parciane ubrania.

W kopalniach sowieckich panują warunki straszne. Nie ma ani elektryki ani wind! Do kopalni robotnicy spuszczają się po grubych linach. W Małopolsce mówi się powszechnie, jakoby obecny stan miał być tylko przejściowy i jakoby z obecnego chaosu nieporozumień miedzy władzami wojskowymi i policją GPU miaro wyłonić się regularne i systematyczne tępienie religii oraz krwawe prześladowanie wszystkiego co polskie!"

Tyle z ust tułacza uchodźcy, który dopiero w wigilię Bożego Narodzenia przeszedł granicę rumuńską! Wiadomości te nie są cenzurowane! Do tych dodam, że nacisk znanych przyjaciół ludzkości, mianowicie Hunów na biedniejszych Rumunów, jest coraz większy i coraz natrętniejszy. Obecnie garnizony krzyżackich gadów stoją w Borysławiu, Drohobyczu, Jarosławiu, Stanisławowie i Kołomyi. Mówi się, że to tylko i jedynie dla osłony transportów naftowych z Rumunii, jednak nie wiadomo. Polscy uchodźcy niedowierzają. Uciekają dalej. Obozy opróżniają się! Prośmy Boga o względy na tułaczy polskich i podajmy im rekę ratunku i pomocy.