"POWIEDZ: NIE!" - pogadanka o. Justyna z 16.04.1939 r.

W jednej, z licznych wyższych szkół stanowych naszego kraju, bywa przeprowadzone urzędowe śledztwo, czyli badanie! Robione są dochodzenia co do moralności i obyczajów czterech tysięcy młodych studentów i studentek. Wynik tego badania, nigdy nie będzie w całkości podany publiczności, jestem o tym przekonany! Lepiej że tak! Co spowodowało, raczej co formalnie zmusiło władze do wprowadzenia takiej nadzwyczajnej inwestygacji? Śmierć szesnastoletniej uczennicy i ośmnastoletniego studenta. Na tak znanej "drożynie kochanków" we wtorek nad rankiem, 28-go lutego, zauważono stary samochód. Zaciekawieni przechodnie zauważyli wewnątrz dwie nieruchome osoby. Wreszcie ktoś odważył sig zbliżyć do samochodu. Przestraszony, zauważył, że to już dwa trupy! Nieszczęśliwe dziewczę, utraciło życie, przez uduszenie. Niewiele starszy chłopak, odebrał sobie życie, przez zatrucie gazem. Koroner wypisał certyfikat: morderstwo i samobójstwo! Dla niej zakończyło się życie w szesnastym roku! Dla niego, w osiemnastym! A jednak, nie tylko, mogliby żyć, lecz żyć powinni. Powtarzam, żyć powinni! Za późno teraz! Już nikt i nic im życia nie powróci! Kogo tu winić? Już rozumiem, że pierwsze zarzuty będą skierowane w zamordowaną i samobójcę! Drudzy rozgoryczeni uderzą w zarząd szkolny, obrócą się przeciw nauczycielom i nauczycielkom. Wreszcie będą i tacy, którzy machną ręką i powiedzą, że winien jest obecny system wychowawczy, który zasadom Bożym zabronił wstępu w progi uczelni, tak niższych jak wyższych i na bramach szkół wyrył hasło: Wstęp Bogu wzbroniony! Zadziwicie się, albo nawet oburzycie się na mnie, kiedy usłyszycie moje wywody w tej tragedii młodych żyć! Nie zamierzam uniewinnić ani młodego zbrodniarza ani też jeszcze młodszej ofiary; wcale nie zmniejszam odpowiedzialności władz szkolnych; nie staję w obronie systemu, który z umysłów, serc i dusz wymazał słowo, Bóg, i zostawił próżnię. Mimo to, w te czynniki rzucam kamienie milczenia, przynajmniej na razie, a zwracam się dziś do naszych matek, które dawno dały się porwać prądom nowoczesnych zapatrywań na wychowanie rodzinne, które nie uznają żadnej karności, żadnej powagi, żadnej władzy względem dzieci. Zresztą posłuchajcie mowy, p. t.

"POWIEDZ: NIE!"

Idę wprost do rzeczy i sięgam do zdarzeń. W trupiarni na zimnej tafli marmurowej leżą szczątki siedemnastoletniego dziewczęcia. Zwłoki brutalnie zmasakrowane. Twarz zmiażdżona do nierozpoznania. Sukienka zdarta na strzępy i skrwawiona! Dziecko to, wyszło z domu przed pięciu godzinami, zdrowa, szczęśliwa i wesoła. Dziewczę obiecywało sobie wieczór rozrywki i wrażeń! Kto byłby mógł przewidzieć, że idzie na spotkanie śmierci, tak nagłej i tak okrutnej? — Przy zwłokach stoi matka stroskana. Płacze i krzyczy przeraźliwie. Nie chce i nie może uwierzyć własnym oczom, że ta masa skrwawiona, zbita, zmiażdżona, to ciało jej dziecka, tej córki, która tak wesoło wychodziła z domu, z uśmiechem i śpiewką na ustach. Matka zawodzi rozpaczliwie: "czemu, o czemu nie umiałam powiedzieć mojej córce: Nie! Gdybym miała odwagę mówić "nie" — kiedy opowiedziała się z góry, bez pytania, że idzie na zabawę studencką, uratowałabym ją od nieszczęścia i śmierci!" — Czy może ta matka nieszczęśliwa, nie woła do każdej matki na świecie: "matki! miejcie odwagę powiedzieć: nie!"

W czasach obecnych, uczeni za wielki nacisk kładą na prawa dzieci i na obowiązki rodziców, a znacznie za mało nalegają na prawa rodziców i obowiązki dzieci! Słowem rujnują powagę i władzę, i porządek w rodzinie! Czy szczególnie matki mogą zamknąć oczy lub założyć ręce i stać bezczynnie, i czekać aż prądy fatalnych zapatrywań zrobią swą niecną robotę? Czy matki chrześcijańskie popuszczą cugli złośliwym, samolubnym i kapryśnym zachciankom swych dzieci i nie będą miały odwagi powiedzieć im stanowczo: nie? Wierzcie mi, matki drogie, że nie zalecam metod i sposobów wyniosłych i dyktatorskich, szorstkich i nagłych. Daleko od tego! Błędy, szczególnie dorastających dziewcząt nigdy nie powinny pobudzać do gwałtownych niecierpliwości i nierozsądnych wybuchów gniewu, chociażby te błędy powtarzały się z dnia na dzień. Matki, od was wymagana jest cierpliwość nadludzka, słodkość anielska, troska wieczna, zawsze jednak z domieszką stanowczości i nieustępliwości! Matki, nauczcie się tego wyrazu: "nie" i chciejcie go używać rozsądnie w kółku rodzinnym! Szatan nie śpi. Nigdy nie spał, lecz kręcił się i kręci się po dziś dzień, szukając kogo by pożarł! I ponad wszystko czyha na młodzież. Naturalne to! Czemu? Bo młodzież jest bezmyślna, odważna, śmiała i łatwowierna! Jest bezmyślna; nie chce myśleć, nie ma czasu pytać się o powody i skutki. Patrzy na życie powierzchownie i płytko! Jest odważna i śmiało stąpa tam, gdzie doświadczoy człowiek, nigdy by się nie rzucił; jest łatwowierna, wierzy pierwszemu lepszemu nie starając sig zrozumieć powodów! Tę i taką młodzież szatan prowadzi na górę wysoką i ukazuje jej w oknamgnieniu bogactwa, uciechy, powaby, zadowolenia i radości światowe i szepce zdradliwie: "to wszystko jest moje i mnie poddane. Ja zaś daję je komu chcę! Jeśli tedy, posłuchasz mnie, pójdziesz za moją radą, będą wszystkie twoje!" Jak trudno aby młodzi wtenczas zdobyli się na wypowiedzenie tego stanowczego a krótkiego: "nie!' Zdobędą sig jednak na to z łatwością, jeśli nie raz słyszeli ten wyraz padający z ust matki rozsądnej i wyrozumiałej!

Żądacie przykładu, co? Chętnie usłużę. Wysłuchajcie takiej historyjki, wyjętej z życia panienki, której matka, wiedziała kiedy i umiała powiedzieć: nie! "Kiedy uczęszczałam do wyższej szkoły katolickiej, zdawało mi się, że moja mama była za surowa dla mnie! Nie dla tego, że mi odmawiała rzeczy potrzebnych, nie, lecz dlatego, że samej nie pozwalała chodzić na tańce, urządzane przez studentów i studentki naszej szkoły. Jedyny jej argument był, że te tańce odbywają się zawsze w piątki, a w piątki katolicy nie powinni tańczyć. Nieraz się popłakałam i myślałam że mama mnie krzywdziła, kiedy nie zważała na mnie, lecz zawsze odmawiała mi pozwolenia. Dziś i zawsze jej będę wdzięczna, bo jej to zawdzięczam, że żyję. Dwa lata temu, graduanci urządzili taniec pożegnalny i mimo że miałam bilety i po mnie mieli przyjechać, moja mama i tym razem nie ustąpiła. Tak mnie to rozgniewało, że miałam iść z domu. Na drugi dzień z rana, zmieniłam moje zdanie, bo wyczytałam w gazecie, że właśnie ci dwaj studenci, którzy mieli po mnie przyjechać, wraz ze swemi partnerkami, mieli straszny wypadek. Powracali nad ranem po tańcu, auto zjechało z drogi i wywróciło się w polu. Dwie dziewczyny zostały zabite na miejscu; kierownik auta umarł w szpitalu przypadkowym, drugi student też zabrany do szpitala! Kiedy wyczytałam tę wiadomość omdlałam. Wtedy dopiero zrozumiałam ile zawdzięczam mamie. Już od tego czasu, kiedy mama mi czego nie pozwoliła, już nigdy nie pytałam się: czemu?"

Matki drogie! Z początku i pierwsze "nie" będzie trudno wypowiedzieć i to tak z powodu pewnych względów na dzieci, niech nazwie to słabostką każdej matki, jako też z powodu modernych zapatrywań na moderną młodzież oraz na moderny tryb życia! Jak trudno jest młodzieńcowi powiedzieć "nie", kiedy po raz pierwszy koledzy zapraszają go do wypicia pierwszego kieliszka wódki? Gdyby tylko miał odwagę powiedzieć to krótkie "nie!" Ze względów na towarzystwo, z obawy, że
wyszydzą go i wyśmieją się z niego, że straci ich względy, zgadza się na ten pierwszy kieliszek. No, już droga otwarta do nieszczęść fizycznych i moralnych! Albo weźmy te panienki, które nie chcąc być uważane za "old-fashioned" albo "flat-tire" nie miały odwagi powiedzieć "nie" na zaproszenie prywatnej wycieczki lub przejażdżki automobilowej, albo do wykonania tańców importowanych z dżungli afrykańskich, albo do obdarzania każdego andrusa i urwisa, i urwipołcia tanimi całusami, daremne są ich wysiłki później! To później już za późno. Takie obdarzane bywają przydomkami: "easy — good sport — fast i cheap!"

W czwartek 9-go marca, 1939 roku, dzienniki bufalowskie podały smutną wiadomość, zarazem bardzo przykrą o aresztowaniu czterech dziewcząt studentek wyższej szkoły za uprawianie pijaństwa i pewnych spraw, na których wspomnienie trzeba się rumienić! Jedna z dziewcząt zapytana dlaczego tam chodziła, płacząc odpowiedziała: "Musiałam tam iść. Wszystkie moje koleżanki tam chodziły. Nie chciałam, aby myślały, że się bałam iść z nimi!" — Ja pytam się: Czy naprawdę to biedne dziecko się bało? — Tak, bała się powiedzieć: nie! Matki drogie, nieraz kiedy córkom waszym perswadujecie i tłumaczycie, one się na was obruszą i powiedzą: mama należy do starodawnej ery, mama jest inna itp. Nie zważajcie na to! Córki właśnie was poważają, szanują i szczycą się wami, ponieważ jesteście takie staromodne i inne! Jedno mówią, drugie czują!

Posłuchajcie i przekonajcie się: "Drogi Ojcze Justyn: Jestem jedynaczka i liczę lat siedemnaście. Przyznaję się, że należę do modernych dziewcząt, palę papierosy, lubię wypić kieliszek kordyału, nie gardzgę szklaneczką wina lub "cock-tailu"; przepadam za tańcami i dlatego jestem popularną w kołach towarzyskich. Uważam, że życie jest za krótkie, aby w młodym wieku odmawiać sobie tych rozrywek. Zresztą dziś trzeba, żyć tak jak czasy wymagają i jak zwyczajnie młodzież żyje! Zresztą O. Justyn nie wie połowy prawdy! Zresztą dlaczego ja mam się trzymać przeżytych i utartych zwyczajów, kiedy moja własna matka, która liczy trzydzieści cztery lata, zachowuje się jak podlotek? Jak się wypudruje i wyróżuje, ubierze w modne i krótkie suknie, to nasz ojciec nie może odróżnić córki od matki! Nie odmówi nigdy picia, w którym nie jest wybredna i umie tańczyć wszystkie tańce, nawet najtrudniejsze. Dosłownie: "My mother certainly carries her liquor excellently and shakes a wicked leg!" Teraz niech O. Justyn, nauczy matki, aby nie naśladowały nas. Niech one żyją jak matki, nie jak córki!" — Co wy na to wyznanie? Ja widzę, że to dziewczę pragnie, aby jej matka była nieco inna i odmienna
od córki, która prowadzi tak zwane: "modern and fast life!" A więc matki nie bierzcie sobie za wiele do serca, kiedy wasza córka twierdzi, że jesteście starej mody, czyli: "old-fashioned," albo przyczepia wam całą litanię jakichś nierozumnych przydomków, które nie schodzą z ust sofistycznych bezmyślnej, bezkrytycznej, wrażeń głodnej młodzieży! Autorce zaś powyższego listu pozwolę sobie szepnąć na uszko: "Girlie! Stop —Look —Listen!!" Tak, pókiś jeszcze zdrowa! Droga życia, udekorowana szklankami, kieliszkami i butelkami jest naprawdę krótka i zwodnicza, a potem co? Życie pijących, tańczących i bawiących się jest próżne, nudne, niekorzystne i niezadawalniające. Czytajcie opisy w dziennikach, czytajcie jednak powoli i uważnie. Nie mówcie, że to tylko wypadek, przypadek lub zdarzenie, że was to nie może spotkać, że wy podobnego losu z pewnością unikniecie, ponieważ jaką kto bronią walczy, od takiej ginie; jak żyje, tak i umiera, kto co zasiewa, to i zbiera! Możecie oszukać drugich i siebie, lecz Boga i natury nigdy nie oszukacie, ani skutków prawa Bożego i naturalnego nie unikniecie. Dogonią was prędzej czy później! Kiedy zaś staniecie z nimi oko w oko, rozgoryczeni, niezadowoleni, zniechęceni i zrozpaczeni, co zrobicie? Nic innego jak to co robią drudzy: Wyskok z okna, skok do wody, pigułka lub płyn trucizny, kulka w skroń!!

Matki drogie, nie uniewinniajcie ani siebie ani waszych dzieci! Nie mówcie: że młodzi muszą się wyszumieć, że muszą wykorzystać młodość, że opamiętają się później! To wszystko błąd — fałsz — kłamstwo! Tak rozumują światowcy, którzy patrzą na życie oczyma pogan i materjalistów dwudziestego wieku! Zresztą życie przeczy temu! Matki, gdyby częściej umiały mówić wyrozumiale i stanowczo: nie, ochroniłyby swe dzieci, tak synów jak córki, od wielu przykrości, cierpień i kłopotów. Czym skorupka nasiąknie za młodu, tym na starość trąci i natura zawsze ciągnie wilka do lasu! W końcu pamiętajcie wszyscy, że bez miłości Boga i bez bojaźni Bożej, nigdy sobie nie poradzicie. W sercu w którym nie ma tych dwóch cnót, znajdzie się nie tylko obojętność i pogarda do życia uczciwego, szlachetnego i zadowolonego, lecz w takim sercu zagnieździ się bezbożność i występek! Tak zaś miłość, jak i bojaźń Boga, wymagają od nas wszystkich, abyśmy umieli powiedzieć często, odważnie i publicznie: nie, nie i raz jeszcze: NIE!!