ZGUBNE MARZENIE - pogadanka o. Justyna z 23.04.1939 r.

Chyba w Ameryce nie ma drugiego księdza polskiego, który odbiera tyle listów co mówiący. W sezonie radiowym poczta przynosi mi tysiące. Z nich poznaje typ ludzi; ich charakter, zalety i wady, braki i ułomności! Niektórzy rozdzierają zasłonę sumienia, i z sercem krwawiącym, wynurzają tajemnice duszy! Drudzy znów zapalczywie i uparcie, mimo smagań sumienia własnego, rzucają się bezsilnie, tłumaczą swoje postępki, w rzeczywistości zaś występki, na zasadach i wedle nauki modernych pisarzy, nauczycieli, psychologów i psychiatrów, którzy dawno Boga się wyrzekli i prawa Boże wrzucili do grobu zapomnienia! Niech wam przeczytam, jako do dzisiejszej mowy, jedno z takich wynurzeń osobistych. List pisany jest przez dziewczę szesnastoletnie i jeśli tak myśli spora część naszych panienek, w co nie chce mi się wierzyć, to nie tylko źle, lecz już bardzo źle! — "Szanowny Księże Justyn: Po co żyjemy jeśli nam nic nie wolno? Gdybyśmy żyli dwa razy, wtenczas wy Księża byście może mogli w nas wmówić, że trzeba wstrzymywać się od wszystkiego, co bawi i raduje nas. Mamy tylko raz żyć, jeśli więc nie ucieszymy się w młodym wieku, to kiedy? Nasz nauczyciel mówi do nas, że mamy prawo do używania wszystkiego, a jeśli nie do pełnego używania, to przynajmniej do spróbowania, ponieważ to wszystko należy do życia! Każda z nas ma swój własny rozum, według którego ma prawo do swobodnego używania tego, co życie jej może dać! Mamy prawo żądania od życia wolności co do sposobu prowadzenia się! Czemu nalegacie abyśmy zawsze zależały od rodziców i jakichś praw, które nas krępują na każdym kroku? Mam własne życie, mam prawo do prowadzenia tego życia jak ja chcę i jak mi się podoba! I tego mi nikt nie odbierze! Rodzice moi też jeszcze myślą po starokrajsku. Myślą, że jestem za bezradna i za młoda. Matka moja chciałaby mnie pilnować na każdym kroku. Moje koleżanki chodzą z chłopakami do teatrów i na zabawy, a ja mam zawsze w domu, szkole i w kościele siedzieć? Czy w ten sposób poznam ludzi, życie i świat? Niech rodzice dadzą nam spokój. Młodość chce swoje i musi mieć co chce, inaczej nigdy nie będzie zadowolona, ani szczęśliwa. Jestem przekonana, że Ks. Justyn wyrzuci mój list do kosza, lecz przynajmniej dowie się co mam na sercu. I tak czuje się wiele z moich koleżanek, chociaż nie maja odwagi się wypowiedzieć tak otwarcie!" — A teraz mowa:

ZGUBNE MARZENIE

Słuchaj dziecko drogie i z tobą niech posłuchają wszystkie nasze dziewczątka, tak młodsze jak starsze: każdy człowiek raz tylko żyje na świecie i właśnie dlatego powinien żyć rozumnie, wstrzemięźliwie i szlachetnie. Życie ludzkie jeszcze nie daje nam prawa do wszystkiego. Daleko od tego. Ten który nas stworzył, który nam życie dał, tą samą ręką określił nam nasze prawa i z tych praw płynące obowiązki. Dał nam nakazy i zakazy wyraźne i łatwo zrozumiałe. Biada zaś każdej istocie ludzkiej, która w swej pysze i zarozumiałości odważy się powiedzieć Stwórcy: "Pana nie znam i Jego słuchać nie będę!" Jedno też jest rozumna wolność, a drugie swawola! Coś innego znaczy używanie, a coś odmiennego nadużycia w życiu, a ty masz to ostatnie na myśli! Zresztą posłuchaj jak ślicznie w tej sprawie pisze pewien autor, nie tylko uczony, ale i praktyczny: "Marysia właśnie co skończyła czternastą wiosnę życia. Wolną jest odtąd od obowiązku uczęszczania do szkoły. Hen, daleko, chciałaby się zapuścić w świat, — w poszukiwaniu "miasta szczęścia," o którym tyle słyszała "cudów!" W domu nie była szczęśliwą. Trzeba było wiele tutaj pracować i wiele się modlić. Panował w nim ład i porządek, a na stroje i szmatki nie było pieniędzy! W domu zaś trzeba było słuchać rodziców, a Marysia się za dziecko już nie uważała. Naprawdę życie w domu obrzydło jej; marzyła o życiu pełnym szczęścia, bogactwa i honorów. Opuściła więc potajemnie dom rodziców. Idąc w świat, spostrzegła przy drodze starą, żebrzącą kobietę. Będąc miłosierną, podzieliła się kawałkiem chleba, z głodną staruszką. Z wdzięczności podniosła żebraczka więdniejącą ręką, znacząc czoło dziewczęcia znakiem Krzyża. "Niechże On będzie opiekunem i stróżem twoim" — rzekła staruszka na pożegnanie! Marysia dobiega celu, wkracza do "miasta szczęścia." Na ulicach spotyka ludzi wystrojonych, w sklepach są wyłożone cudowności, różnego rodzaju. A więc tutaj mieszka szczęście? Ale co się dzieje?

Marysia przeciera sobie oczy. Czyżby dobrze nie widziała? Przeciwnie, dobry, lepszy od innych ma wzrok. Oczyma swymi przenika ludzi aż do głębin serca. Oto zapłata za miłosierdzie okazane biednej żebraczce. Znak krzyża, zdobiący jej czoło, uczynił ja jasnowidzącą. I jaki przedstawia się oczom jej widok? Ach, niejedno serce jest udręczone niepokojem! — Strój ten ukradłam, czyta w sercu jednej. — Suknia moja jeszcze nie zapłacona, a biedna szwaczka jest chora i uboga, opiewa napis na drugiem sercu. — Przerażone dziewczę, zwraca oczy w stronę wystaw sklepowych. Cóż, kiedy cudowności te ludzkim do niej przemawiają językiem. Śnieżno biała, przezroczysta suknia twierdzi: — kto mnie nosi musi być bez czci i honoru, bo jestem bezwstydna. Jeżeli dziewczę, takie jak ty, chce mnie zdobyć, musisz kraść, albo poświęcać swą godność, bo nie stać cię na tyle pieniędzy, ile ja kosztuję, chełpi się głośno pierścionek brylantowy. Dziewczę posuwa się dalej, jak we śnie. Dochodzi do wspaniałego domu. Ach! jak on piękny. Mieszkańcy jego to pewnie ludzie szczęśliwi! — Nie łudź się! Wiele tajemnych tutaj płynie łez, wiele strasznych popełnia się tutaj uczynków. Bardzo zły duch, duch chciwości i żądza panowania, to tyran tego domu. Gdzie znajdę więc szczęście, westchnęła wystraszona! — Mogę ci tylko powiedzieć, gdzie go nie znajdziesz. Omijaj pracę, bądź zuchwałą i bezczelną, kpij z rodziców, a na pewno umrzesz tam, gdzie ja, w nędzy i w poniżeniu, na ulicy tak naigrawał się z niej, stary, brzydki drab, co właśnie chwiejnym krokiem wracał z restauracji. 

Znów przed dziewczęciem zatrzymała się jakaś pani, osoba urodna i wystrojona. — Chodź ze mną; jedzenia i picia dobrego będziesz miała pod dostatkiem, nie będziesz potrzebowała pracować; sukni pięknych będziesz miała tyle, ile dusza twoja zapragnie. — Z przerażeniem jednak czytała uciekinierka w sercu kobiety tej dziwnej: — Za to poświęcisz godność dziewczęcą, ściągniesz przekleństwo Boga i rodziców na siebie. Dobrzy, porządni ludzie odwrócą się ze wzgardą od ciebie. — A dusza twoja? Zaprzedasz ją na czas i na wieki!— "Wracam co prędzej do domu, woła biedne dziewczę. Jak gnana przez zło jakieś, przebiega ulice. Ludzie stawają i śmieją się z niej. Z kawiarń i lokali rozrywkowych odzywają się kuszące skrzypce: — Chodź, chodź do nas! Dzika młodzież zastawia jej drogę, chce ją brać w ramiona. Już siły jej ustają. Wtem, zjawia się jakaś postać dostojna i skromna w ruchach i spojrzeniu. Płaczącą bierze za rękę i rzecze doń: — Poznałaś, dziecko moje, życie, — życie straszne dla tego, kto nie przygotowany, nie strzeżony i lekkomyślnie rzuca się w nurty jego, kto szczęścia szuka w bezczynności i bogactwie. Widziałam na czole znak krzyża świętego. Dziękuj Bogu, że zachował cię od zguby i pozwolił ci zajrzeć w otchłań, w której bez tej opieki byłabyś zginęła. Wróć do domu i tam szukaj szczęścia twego. Znajdziesz je w wiernym zachowaniu czwartego przykazania, w ofiarnej miłości dla ludzi, w radosnem wypełnianiu obowiązków swoich, w służbie ochotnej Boga i zachowaniu godności dziewczęcej. — I nagle znikła postać tajemnicza, a był nią — anioł stróż!

Czy w powyższej historyjce niejedna z moich słuchaczek, nie widzi jak w zwierciadle opisu własnych zapatrywań, zachcianek i zdarzeń?
Nowoczesne dorastające córki wołają chórem: Nikt nas nie rozumie, a najmniej rozumieją nas, matki nasze! Matki znów odpowiadają jednym głosem, przepełnionym goryczą i boleścią: "Po co radzić córkom, kiedy one i tak nie słuchają!" Przyznam, że jest ogromna różnica pomiędzy sposobami prowadzenia życia, dziś a dawniej! Nasi rodzice przyzwyczaili się do dawniejszego sposobu, obecnemu pokoleniu, obcego i nieznanego. Na oko, drogi życia przeszły zmiany nagłe, niespodziewane! Tak zmieniły się jak dawniejsze drogi farmerskie, powolne, nierówne, wąskie i trudne, na szerokie, wygodne asfaltowane trakty i gościńce samochodowe! Dzisiejsze pokolenie przerosło swoich rodzicieli. To jednak nie powinno stworzyć głębokiego wąwozu pomiędzy rodzicami a dziećmi! Ponieważ zaś łatwiej jest ugiąć się młodemu drzewku przed wiatrami i wichurami, aniżeli rozrosłemu i staremu dębowi. Zresztą młodzi wymagają za wiele, kiedy chcą, aby rodzice wżyli się w myśli i zapatrywania i poglądy dzisiejszej generacji; rodzice też są nierozumni jeśli uporczywie wymagają, aby dzieci zgadzały się we wszystkiem na pewne poglądy, w rzeczywistości przeżyte, bezwartościowe i niepraktyczne! Naprawdę, że w pewnych sprawach powinniśmy zastosować się do metod i praktyk dzisiejszych, udoskonalonych i nowomodnych! Niech matki, chyba że idzie o sprawy Boga, wiary i moralności, niech matki poznają wartość ustępowania. Niech też zarazem córki żądają mniej ustępstwa od matek; według prawa naturalnego, młodzież winna ustępować starszym! Niech mniej nalegają na zupełne zrozumienie ze strony matek. Niech mniej pilnie szperają za brakami i wadami matek, tych istot, które tyle poniosły, aby właśnie dzieciom było lepiej i weselej i jaśniej!

Życie ludzkie jest splotem trudów, trosk i cierpień! Sporo z tych przypisać trzeba lekkomyślności i brakowi doświadczenia! Życie ludzkie wymaga ofiar, poświęcenia, wstrzemięźliwości! Musimy się hartować, wyrabiać fizycznie i moralnie! Życie ludzkie jest mocowaniem się i walką! Tylko silni idą naprzód, zawsze dalej i wyżej; słabi padają obok drogi! Gdyby córy i synowie zastanowili się nad tą prawdą życiową, nigdyby nie rzucali się pod jarzmem posłuszeństwa, nigdy nie uważaliby się za niewolników wobec rodziców! Życie młodzieży tryskałoby radością serdeczną i szczęściem błogiem, jakich nie można znaleźć poza progami domów rodzinnych!

Kiedyś, za czasów studenckich czytałem tom legend hinduskich. Niektóre z nich rzewliwe i serdeczne; ludzkie i życiowe. Przytaczam jedną z nich.
Dziewczę siedemnastoletnie, córka pewnego księcia, zawarła potajemnie znajomość z młodzieńcem niższego stanu, pochodzenia wieśniaczego! Nie chciała zwierzyć się swoim rodzicom. Młodzieniec zabrany był do służby wojskowej. Dziewczę nie miało spokoju. On nie dawał znaku o sobie. Pewnej nocy, kiedy księżyc przyświecał jaśniejszemi blaskami, jak zwyczajnie, dziewczę wykradło się potajemnie z domu. W ręku niosła zapalony knotek, namoczony w oliwie. Pospiesznym krokiem dążyła do świętej rzeki Ganges. Brzeg rzeki był gęsto pokryty zarosłem trzciny wodnej. Ostrożnie położyła się na brzegu i na wodg rzeki spuściła płonący knot. Rozkołysane fale zaczęły unosić knot coraz dalej i dalej! Oczy dziewczgcia pilnie wlepione w światełko, śledziły kierunek oddalającego się światła. Płomyk drgał i skłaniał się to na prawo, to znów na lewo, już prawie, że zapadał się do wody, lecz znów prostował się i nie gasł. Na to dziewczę rzuca się na kolana, wznosi oczy ku niebu i woła radośnie: "On żyje! On żyje!" Biedactwo, zaślepione jedną myślą, goniąc oczyma za słabem światełkiem, niepomna na nic innego, nie zauważyła, że w międzyczasie, przyczołgał sig do niej olbrzymi wąż i przestraszony jej radosnym okrzykiem, zapuścił swe żądło trujące w jej młode ciało, i spowodował rychłą i niespodziewaną śmierć. Tak, on żyje, a ona umiera!

Córki macie uszy do słuchania, macie oczy do widzenia, macie rozum do rozpoznawania. Nie bądźcie więc ani głuche, ani ciemne, ani naiwne i łatwowierne! Wyraźniej do was mówić nie chcę! — Czasy nasze, mam na myśli lata po wojnie światowej, noszą markę pewnego naprężenia, ściślej, widocznego rozprężenia moralnego. Wszędzie zauważyć można, tak w życiu publicznem, jak i prywatnem, swobodę i nieograniczoną, zarazem niemniej niebezpieczną poufałość pomiędzy osobami dwóch płci. Do tego gorliwie zachęca, moda, teatr, sport, tańce i literatura. Niech rzucę słów kilka, tak przejściowo tylko tyczące tych spraw. Ktoś pisał, że "moda wszechpotężną jest panią, ale rzadko łaskawą. Ile rodzin wtrąciła już w przepaść nieszczęścia, ile kobiet uwiodła do lekkomyślności, ile dziewcząt niewinnych sprowadziła już na ulicę!" — A pewien doktor rzuca taki zarzut: "Po powrocie od umierającej dwudziestoletniej panienki, nie mogłem znaleźć spokoju. Miałem ochotę do jej łoża śmiertelnego sprowadzić tych, którzy ją zabili, te osoby, które są odpowiedzialne za młode te istoty, za przyszłość narodu i kraju. Cóż bowiem czynią krawczynie i właścicielki magazynów, które wymyślają modę; rozbierają po prostu w zbrodniczy sposób córki nasze wśród trzaskającego mrozu. I dlatego dziewczę to umarło!" — Dzisiejsza moda, wyzuła się z zasad prawdziwej piękności, raczej rzeczywistego piękna i moralności chrześcijańskiej. Moda nowoczesna wyrosła na fundamentach materializmu i neopogaństwa. Panienki, prawda, powinnyście pamiętać, że trzeba do pewnego stopnia przystosunkować się do mody, lecz nigdy ponad stan, nigdy poza granicę wstydliwości i moralności.

Dziś góruje kult piękna ciała. Dlatego każdy gatunek sportu uprawiany jest szerzej aniżeli kiedykolwiek; dziewczęta i kobiety moderne, nie tylko uprawiają gry zgadzające się z ich siłami i umiarkowanie, lecz występują w grach piłki nożnej (football), w walkach na pięści (boxing), nawet w zapasach mocowania (wrestling). Panienki, uprawiajcie ćwiczenia fizyczne i sporty, takie które przyniosą wam zdrowie i posłużą do rozwoju fizycznego. Niech będą jednak zawsze rozumne i korzystne! Zimą, ćwiczenie w jeździe na łyżwach; przechadzki w parkach miejskich; latem, pływanie, jazda na wrotkach i rowerach; przechadzki po polach i lasach; gry umiarkowane na boiskach. Pamiętajcie jednak zawsze, że gry zgadzające się z budową ciała męskiego, nie zawsze pasują do twarzy niewieściej! Zachowajcie miarę, umiarkowanie i pewną wstrzemięźliwość!

Znów, raz jeszcze — tańce. Wobec dzisiejszej manii za tańcami "alla" drepczących i na konwulsje cierpiących potomków Darwina, radzę naszym panienkom, aby wywiesiły na piersiach i na plecach śmiałe i głośne ostrzeżenie: "hands-off!" W tej sprawie bądźcie nieustępliwe. Niech was zaliczą w poczet starodawnych, staroświeckich i niemodnych. Ponieważ światowcy, modnisie i postępowcy, tymi słowy, określają wasze cnoty boskie, chrześcijańskie i polskie! W końcu słówko pożegnalne w kierunku — literatury. Mocny Boże! Kto dziś nie czyta i czego nie czyta? Każdy, wszyscy i wszystko! Trzynastoletni podlotek, spiesząc do szkoły, ma ukryty, pomiędzy książkami szkolnymi, magazyn opisujący życie aktorów i aktorek w Hollywood. Dziewczę idąc do fabryki, zapomniała zabrać paczkę z "lunch'em". Pamiętała jednak chwycić miesięcznik opisujący zdarzenia, miłosne i rozwodowe! Panienka, sekretarka, jedzie do biura, przyciskając do serca tygodnik, w którym stronice całe powieści solnych i pieprznych i żartów dwuznacznych! Może przesadzam? Wsiądźcie do tramwaju kiedy panienki z rana jadą do roboty, albo wieczorem kiedy powracają od pracy, rzućcie okiem na całe gromady i zobaczycie z jakim zainteresowaniem i chciwością jedzą i piją, karmią i napawają swój umysł takim — czytaniem!

Panienki, bądźcie wybredne i ostrożne w czytaniu! Nie czytajcie wszystkiego, co wam do ręki wpadnie! Tak jak stronisz, unikasz i uciekasz od ludzi nieuczciwych, jak oszukańców, złodziei, morderców itp., stroń, unikaj i uciekaj od literatury niemoralnej, bezbożnej i wywrotowej, ponieważ oszuka cię, twierdząc, że zło jest cnotą, a dobro niepotrzebne i niepożyteczne! Skradnie ci Boga i wiarę! Zabije w tobie cnotę, szlachetność i charakter. Wtenczas staniesz nad przepaścią niepewności i rozpaczy! Dziewczątka i panienki, wolno wam marzyć o życiu pełnem zadowolenia i szczęścia. Marzcie i śnijcie o szczęściu w młodości, przygotowujcie się jednak zarazem do wytrwałego i mężnego znoszenia co wam życie w rzeczywistości przyniesie i ofiaruje! Nie uciekajcie i nie chowajcie się przed życiem. Wtenczas to życie da wam wiele chwil prawdziwego zadowolenia, spokoju i szczęścia!